Liczba postów: 269
Liczba wątków: 11
Dołączył: 10.2007
Odpowiadając na prośby forumowiczów, opiszę swoje przeżycia dotyczące pewnego artysty, którego nazwisko widzimy właśnie w adresie przeglądarki.
Jako głupi 14 latek (byłem pewnie jeszcze bardziej denerwujący niż teraz) zetknąłem sie przez przypadek z piosenką On every Street. Gdzieś w radiu, gdzieś w jakimś dziwnym miejscu- tak naprawdę przez przypadek. Poczułem trwogę. Serce przystało i zachwyciłem się. Wtedy może, nie aż tak szczegółami, tesktem czy melodią, ale bardziej uczuciowo- kiedyś jako dziecko jeszcze mniejsze niż 14 letnie, musiałem usłyszeć ten niesamowity motyw na saksofonie z On Every Street. Nie wiem czy ktoś tez tak miał jak ja, ale kiedy słyszy sie melodie, o ktorej się juz dawno zapomniało, to usłyszenie jej po wielu latach i skojarzenie z wczesnym dzieciństwem, które dla człowieka jest jak jakiś bardzo odległy sen, staje się doznaniem niesamowitym- wspaniałym a zarazem wzruszającym. Zakochałem się w tej giatrze, w tym markowym popłynięciu zaraz po zakończeniu wokalu w tej piosence. Pojawiła się nazwa Dire Straits, którą zacząłem się intereować. Zaraz okazało się, że znam wiele piosenek, których wcześniej nie przypisywałem do nikogo. Od Sultans of Swing, przez Money for Nothing, Your Latest Trick, Brothers in Arms aż po Private Investigations i Tunnel of Love. Część z poznawanych na nowo piosenek przybierała przy słuchaniu formę umilającego dreszcza, któy działał natej samej zasadzie co On Every Street.
Trudno...wtedy musiałem zakochać się w Marku, poznawałem twórczość solową, zacząłem korzystać ze zdobyczy XXI wieku (tzw Internetu) i zachwycać się kolejnymi piosenkami, ale także historią ich powstawania. Od rana do wieczora w głowie miałem kamerlane wejście klawiszy uderzanych przez Alana, w Telegraph Road, a później szarpanie struny, która gładko zaraz ubogaca melodię w wykonaniu Marka. Muzyka szybko mnie ogarnęła, wzrastała ilość poznanych piosenek, albumów, wzrastała też głośność słuchania i doszukiwania się najmniejszych niuansów w każdym utworze.
Sama postać Marka Knopflera- człowieka, który nie wygląda jak gwiazdor, nie mówi jak gwiazdor, nie obnosi się ze swoimi osiągnięciami i przekonuje do siebie swoją przesadną skromnością, zaczeła mnie fascynować. Okazuje się, że jest człowiek na tej ziemi, który zaczyna tworzyć muzykę, która wychodzi prosto z jego wnętrza, który nie zwraca uwagi na modę, na przykazania obecnoego świata, który nie szkolił się w żaden sposób muzycznie zachowując przez to swój niepowtarzalny styl i charakter. Zadziwiło mnie, jak można nie śpiewać, tylko "recytować" w trakcie koncertu a i tak zachwycać swoim "śpiewem". Kolejne nowe płyty i kolejna odsłona Marka, który ewoluuje, szuka nowych inspiracji i tworzy nową-starą jakość. Dlatego zacząłem go cenić, zacząłem lubić, a muzykę którą tworzy i wykonuje- kochać.
Mówiąc banalnie- stał się moim idolem. Zacząłem zaglądać na forum i wiele kwestii, wiele pytań i wiele wątpliwości to forum zawsze rozwiewało.
Odnośnie każdej piosenki, z poszczególnych albumów, mam swoje zdanie i swoje przeżycia, teraz jednak i tak napisałem już tyle, że w tym momencie każdy przestałby czytać bo pachniałoby to już nudą
To takie moje wewnetrzne przeżycia związane z Markiem i jego twórczością.
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
No i pieknie  Powiało normalnością z Twojego wpisu. Więc po co się napinać?
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 269
Liczba wątków: 11
Dołączył: 10.2007
ja tylko dyskutuje, to Wy się napinacie
Liczba postów: 1,761
Liczba wątków: 71
Dołączył: 11.2004
Ja się napinam - pozytywnie.
We are the sultans of swing...
Liczba postów: 1,816
Liczba wątków: 88
Dołączył: 11.2005
Faf123
Dzieki za uzewnetrznienie sie pozytywne. Tak trzymaj.
Mnie spotkal los fafa troche wczesniej bo juz w 6 klasie podstawowej. Kiedy to bylo 25 lat temu. O tym napisze pozniej, bo dzis juz nie mam sil.
Liczba postów: 2,816
Liczba wątków: 59
Dołączył: 09.2004
I ja także nie mogę się powstrzymać i nie przejdę obok tego wątku obojętnie !
Pierwszy pozytywny post fafa ! Brawo chłopie ! Tak trzymaj !
Liczba postów: 1,816
Liczba wątków: 88
Dołączył: 11.2005
A moze bylo to wczesniej (jakby nie patrzac byly to czasy Modern Talking i jeszcze takiej PANI Z WIELKIM BIUSTEM TO ZAPAMIETALEM -OGOLNIE DISCO ALE JAK MIALA NA IMIE zabijcie nie pamietam), mialem wtedy 12 -13 lat. Pamietam ze moja ukochana siostra plastyczka wrocila z Naleczowa z jakas kaseta magnetofonowa. Kiedys bez jej wiedzy pozwolilem sobie na przesluchanie tej kasety. Wsrod wielu utworow roznych jak sie okazalo pozniej wykonawcow, byl jeden ktory zapadl mi do serca. Oczywiscie tytulu nie pamietalem i nie znalem. Dzis wiem ze byl to "So far ..."To wejscie gitary na poczatku przeszywalo mnie dreszczem. Czesto polowalem z moim kasprzakiem na ten utwor by go nagrac z Radio. Zaczalem slucha Trojki, a szczegolnie Listy przebojow. Stamtad poznalem brothers in Arms, Money for Nothing. Kiedys wybralem sie sam do Warszawy, pamietam ze w domach Towarowych Centrum zakupilem kasete Dire Straits - byla to skladanka. Zdarlem ja dosyc szybko. Pamietam jak kiedys zbierajac mokulature i przegladajac papiery znalazlem artykul o plycie Brothers in Arms. Czytalem go kilka razy i schowalem do mego skarbca.Jakbym poszperal to napewno bym w domu go znalazl chyba ze juz mole zjadly  . Czasy podstawowki byly trudne , liceum rowniez - trudno bylo sie przebic z z muzyka Dire Straits do szerszego forum. Wiekszosc sluchala disco, Savage, CCCatch i jeszcze czegos. w 88 zaczelo sie cos dziac na rynku "muzycznym" kwitly bazary a na nich "oficjalne" wydawnictwa , rozne plyty kasety. Wiem ze wtedy dokupilem kilka brakujacych mi kaset z repertuaru Dire Straits oczywiscie byly to wydawnictwa scicle "oficjalne" z polskich wytworni pirackich. Jakby nie bylo mialem frajde. Moja milosc do Dire Straits byla szybko od pierwszego wejrzenia "szarpniecia strun gitary " i tak pozostalo do tej pory. jesli chodzi o scisle Markowa tworczosc, hmm o tym pozniej
Liczba postów: 2,816
Liczba wątków: 59
Dołączył: 09.2004
"PANI Z WIELKIM BIUSTEM TO ZAPAMIETALEM -OGOLNIE DISCO ALE JAK MIALA NA IMIE zabijcie nie pamietam),"
A to nie była Samantha Fox może ? Ja mam bliżej do Mirkowych wspomnień więc pewnie dlatego pamiętam...(żeby nie było że inne walory wykuły w pamięci  )
P.S.
Z wielkim biustem to jeszcze Sabrina była...
Liczba postów: 1,816
Liczba wątków: 88
Dołączył: 11.2005
Tak tak. Macs to byly Sabrina i Samantha Fox, czyli dwie kobiety  . Muzycznie raczej nie byly w moim guscie skoro zwrocilem uwage tylko na inne przymioty:
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
Naprawdę Sabrina? Naprawdę Samatha Fox?  Ja wolałem Kim Wild  Nawet zbierałem jej plakaty  I wtedy jeszcze nie myślałem że zupełnie z inna muzką "przepadnę" w przyszłości.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 39
Liczba wątków: 3
Dołączył: 03.2010
Moja przyjażń z Markiem i jego muzyką, zaczeła się w roku 89.
Pierwszy magnetofon Sony kupiony w Pewexie za 119 $ i dziesięc pustych kaset,
które trzeba było czymś zapełnić.
Był w Opolu w okolicach Opolanina taki punkt gdzie zostawiało się kasetę i nagrywało się z płyt kompaktowych za drobną opłatą.
Trzeba było te kilka kaset zapełnić muzyką, wybór padła na "MFN" bo Dire Straits juz wtedy kojarzyłem z nazwy.
W tamtym czasie ten Soniak i muzyka grały u mnię całą dobę jak nie kasety to radio (Trójka).
Wiele z fascynacji muzycznych z tamtego czasu nie przetrwało ale z tą jest inaczej.
Ta jedna kaseta w młodości czasem mniej słuchana, czasem więcej gdzieś ciągle tkwiła mi w głowie.
Na 18 urodziny dostałem pierwszy odtwarzacz cd.
Płyty były wtedy cholernie drogie, ale w skromnej kolekcji pojawiła się OTN bo wtedy była świeżynką, po pewnym czasie MFN.
Pózniej dostałem od kumpla kasetę LOG Polskich Nargrań (jemu sie nie podobała)
Pozostałe płyty wypożyczałem we Wrocławiu w Feniksie, i natychmiast przegrałem i wrażenie o gromne zrobiła na mnie debiutancka płyta DS, wtedy miałem juz wszystko na kasetach, całą dyskografię.
Do dzis me te kasety, a także solowe.
A od niedawna wszystko na CD
Gdzieś po drodze koncert TVP, TRÓJKA itd.
W dorosłym życiu muzyki Marka było bardzo dużo.
Alchemy najlepsza do samochodu.
Ostatnio stanąłem na głowie i mam bilety na Wrocław.
Zły byłem bo odkładałem zakupy na pózniej a pózniej sie okazało,
ze juz nie ma.
Pózniej się pojawiły. Jadę całą rodziną.
Liczba postów: 2,816
Liczba wątków: 59
Dołączył: 09.2004
Robson napisał(a):Naprawdę Sabrina? Naprawdę Samatha Fox? Ja wolałem Kim Wild Nawet zbierałem jej plakaty I wtedy jeszcze nie myślałem że zupełnie z inna muzką "przepadnę" w przyszłości.
Rober - nikt nie pisze, że przepadał za tymi dwoma "sympatycznymi" paniami - one po prostu zbyt się rzucały w oczy aby o nich nie pamiętać...
W tamtych czasach to ja miałem obsesje na punkcie J.M.Jarre oraz DM, fascynacja DS miała dopiero nadejść...Kim Wild i Sandra to nie był mój nurt...
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
Jasna sprawa 
Ale ja mówie o zamierzchłych czasach i prawdziwych moich początkach słuchania muzyki. Otarłem sie też o Italo disco
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 1,324
Liczba wątków: 25
Dołączył: 10.2003
Faf-pięknie 
Reszta-pięknie
Dawno temu, koniec lat 80-tych, mój wujek, wtedy student w Krakowie, przywiózł przegraną z CD taśme (potem okazało się, że to BiA) i namawiał mnie do jej posłuchania-mówił, że to Mark Knopfler (może gdyby powiedział Dire Straits?). Ale ja usilnie się broniłem, bo byłem zainteresowany Ennio Morricone czy Vangelisem a nie jakimś tam Markiem Knopflerem (w ogóle kto to był?)i powiedziałem mu, że nie bedę słuchał jakiegoś tam "frajera" Knopflera... Uwierzycie!?
W tes sposób mój pierwszy Knopflerowy raz przesunął się na koniec roku 1992.
Ps. Pamiętam, że kiedyś tam coś mi przegrał na taśme (BASF-ech te czasy hehehe) i na końcu było (teraz to wiem): Once Upon A Time In The West oraz Where Doy You Think... z płyty studyjnej Zapytałem, kto to, a on, że Eric Clapton+Mark Knopfler. Teraz z tego chce mi się śmiać
A long time ago came a man on a track...
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
Super, że znów wspominamy jak za starych lat 
Ja jak sięgne pamięcią to mogę wyróżnić trzy nagrania które nie dawały mi spokoju zanim z pełną świadomościa poznałem DS. Najpierw kaseta "Love Over Gold" wydana przez "Polskie Nagrania" bo bardzo podobały mi się te wyładowania atmosferyczne ale został tylko "Telegraph Road" bo resztę skasowalem na jakies bzdety natomiast ten najdłuższy utwór nie dawał mi spokoju. Pamiętam prezent imieninowy aLCHEMY czyli dwie kasety ale podobał się tylko "Going Home - Theme from Local Hero" które nuciłem bez końca. A chyba przede wszystkim niezwykłą energią napełniał mnie teledysk "Walk Of Life" i coś cichutko mi szeptało że będę chciał wiedzieć o tym facecie z przepaską na czole jak najwięcej
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 1,816
Liczba wątków: 88
Dołączył: 11.2005
Jesli chodzi juz o solowa tworczosc Marka, hmm mialem troche przerwy trwajacej kilka lat.Lata studiow (seminarium)nie bylo kiedy sluchac za bardzo muzyki. Chetnie wracalem wtedy do Dire Straits do muzyki, choc wiedzialem ze grupa sie rozpadla. I nagle bedac na 3 czy 4 roku studiow, przechodzac kolo jednego sklepow z muzycznych zauwazylem kasete "Golden Heart". Znowu sie zaczelo. A jednak ten facet (Mark) zyje i nawet ma sie niezle. Najbardziej utkiwil mi z Golden heart utwor " A Night In Summer.."taki klimatyczny i tak poruszajacy dusze. Wtedy powoli zaczalem sie intersowac tworczoscia solowa Marka. Choc bylem troche sceptyczny Mark Knopfler bez Dire Straits, co moze byc z tego dobrego? Pozniej kontynuowalem studia. Sluchalem Dire Straits i Marka ale z mniejsza intesywnoscia.
Pracowalem w Siedlacach, kiedys wybralem sie do Warszawy do kina. Patrze plakaty koncert Marka Knopflera. Chcialem kupic bilet do Sali Kongresowej ale bylo za pozno.
Pozniej wyjechalem do Wloch. Pewnego dnia moj kolega dzwoni do mnie i mowi ty jest koncert Marka Knopflera w Warszawie (maj 2005). Pisze, wiesz bede w tym czasie w polsce, kUp mi bilet - idziemy. Co to byl z koncert pierwszy raz Mark na zywo. Pamietam mielismy bilety siedzace (byly chyba tansze niz na murawe) mowie do kolegi ty przed koncertem swiatla zgasna a my przez ogrodzenie na plyte. I tak sie stalo . Zgasly swiatal a my myk na murawe. Cieszylismy sie koncertem na stojaco
Po tym koncercie, po powrocie do Wloch wypatrzylem koncert w Stra kolo Padwy i tam tez sie wybralem. Mozna by powiedziec ze koncerty Marka uczynily mnie bardziej aktywnym forumowiczem, sluchaczem i fanem Marka. Pozniej byl koncert w Weronie w 2006, w pieknej starozytnej Verona Arena (jak Kolloseum).Pozniej przenioslem sie do Niemiec. Wiadomosc o plycie KTGC i koncertach zastala mnie na kursie jezykowym. Pamietam ze zaraz zakupilem bilet na koncert w Warszawie dla Vipow (jak sie okazalo z tego biletu nie skorzystalem na rzecz mojej siostry ktora zarazila mnie Dire Straits) Pozniej dokupowalem bilety na kolejne koncerty. Wiadomo Niemcy maja kase i gdzie organizowac imprezy. grzechem by bylo majac pod nosem koncert nie pojechac na niego (Mannheim I Köln mam na mysli) Luxemburg ,hmmm niesiony emocjami po koncertach w Warszawie i Köln i checia zdobycia markowego autografu wybralem sie bez wachania. I sie oplacalo. Moze ktos powie po co, dlaczego przeciez to samo gra. jeszcze raz odpowiem moze to samo ale nie tak samo. Atmosfery z koncertu w danym miejscu nie powtorzysz w innym. W tym roku ciesze sie znowu na nowe koncerty
Liczba postów: 269
Liczba wątków: 11
Dołączył: 10.2007
Arrrek, a tak z ciekowości- słuchasz jeszcze czasem z tych kaset?
Liczba postów: 39
Liczba wątków: 3
Dołączył: 03.2010
Jest mały problem, nie mam sprawnego kaseciaka, stara wysłużona wieża na strychu ciągnie taśmę o przenośny kombajn załatwiły mi dzieci.
Może kiedyś na emeryturze kupię cos do odtwarzania kaset, jak jeszcze będą coś takiego produkować. Mamy stety lub niestety czasy pendrive-ów, słucham z cd w samochodzie mam pendrive, ale chciałbym jeszcze kiedyś wrzucić te kasety i posłuchać w archaiczny sposób, a sporo się tego nazbierało nie tylko Dire Straits.
Adrenalinka rośnie do 2 lipca juz bardzo blisko, to trochę dla mnie spełnienie marzeń ten koncert, a z uwagi na moją pracę każdy koncert w tygodniu w W-wie, w Katowicach jest poza moim zasiegiem, ale do Wrocławia mam rzut beretem.
Liczba postów: 1,609
Liczba wątków: 172
Dołączył: 10.2005
Dobry temat, Faf, można się polansować  Moja kolej.
Moje pierwsze muzyczne wspomnienie, które się zachowało, to "roboty" w tej fajnej piosence z telewizorami i tańczący wielki goryl oraz niezdarni sportowcy w innym skocznym kawałku. W dniu premiery BiA miałem osiem lat. Jeszcze przez długi czas miałem problem z wymówieniem nazwy "Daje Stres", ale już wiedziałem że to mój ulubiony zespół. No i tak zostało...
Czasy były od dzisiejszych nieporównanie ciekawsze. Kasety kupowało się na rynku z warzywami, były rozłożone na łóżkach polowych i kosztowały kilka tysięcy złotych (później, po wejściu ustawy o prawach autorskich ceny oryginałów osiągnęły kilkadziesiąt tysięcy). Nie było łatwo trafić na taką kasetę, która by odpowiadała listą piosenek którejś z oficjalnych płyt (a taka sama kolejność jak na oryginale to już naprawdę był biały kruk). Poza tym w epoce przedinternetowej nie było skąd czerpać wiedzy o dyskografii. Podstawową metodą decyzyjną po znalezieniu nowej kasety było więc przejrzenie listy utworów i zakup, jeśli ilość nieznanych piosenek przekraczała 30% ;]
Niestety większość moich pirackich kaset przepadła. Były tam takie kwiatki jak Alchemy na jednej kasecie (osiem utworów), Making Movies z inaczej ustawioną listą utworów na kasecie i na okładce (niezła zagwozdka: dlaczego w piosence "Les Boys" pan śpiewa o jakiejś "cośtam-girl"?). A o istnieniu "Fade to black" dowiedziałem się dopiero z Tylko Rocka w 1992 roku. Za to jaka była radość przy kupowaniu On Every Street - same nieznane kawałki!
Na szczęście nie byłem jeszcze wtedy na tyle wykształcony rockowo by sarkać na folkowe smaczki tej płyty (patrz: Skaradziński w książce Oldfielda) - po prostu słuchałem i słuchałem i słuchałem...
Dire Straits ukształtowało mój gust muzyczny. Tu właśnie zaczęła się moja rockowa edukacja. Knopfler przez długi czas był moim punktem odniesienia. Jestem chory na tą muzykę, uzależniony od niej. Mogę się zżymać na pewne dokonania solowego Marka, ale i tak kupię płytę, i tak będę ją znał na pamięć.
Wybór pomiędzy Knopflerem a Dire Straits jest dla mnie jednak na dzień dzisiejszy oczywisty (jeśli musiałbym takiego dokonać) - DS. Obudzony w środku nocy zanucę dowolny fragment  Z tekstami jest gorzej, ale tu jest ciekawy chyba powód. Wrastały one w moją głowę, kiedy jeszcze nie były drukowane na wkładkach. Stąd 12-latek podśpiewując wymyślał sobie słowa, które brzmiały w miarę podobnie do słyszanych w piosence. Do dziś, mimo że już potem doczytałem co trzeba, nucę podświadomie te właśnie dawne farmazony ;]
Kaset słucham bardzo często do dziś. W kuchni stoi kaseciak, więc kiedy sprzątam, zmywam czy gotuję, to leci DS lub inne starocie (ogółem pozostało mi ponad 100 kaset). Mam też czarną płytę Love Over Gold wydaną w Czechosłowacji. Na szczęście wersja bez dubbingu
Liczba postów: 269
Liczba wątków: 11
Dołączył: 10.2007
20.05.2010, 12:26
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2010, 12:46 przez faf123.)
Co do teledysku z mikrofalówką i psem, to też chyba przez to, że był i jest "lekko" charakterystyczny, zapadł mi w pamięć.
Bart, w sumie, gdzie w Poznaniu można było dostać takie kasety o których piszesz? Czy to był rynek wildecki z warzywami, czy już wcześniej handel wyrósł na Bema?
|