26.11.2012, 22:19
Uwielbiałem czytać wielokrotnie ten fragment z gazety (zdaje się "Popcorn"):
"Niektórzy angielscy krytycy określają go mianem najnudniejszej supergwiazdy wszechczasów, ponieważ jego piosenki są przeważnie spokojne, a nawet przy ostrzejszych fragmentach jak Money For Nothing czy najnowszym singlu Calling Elvis, Mark stoi prawie nieruchomo na scenie.
Grając dynamiczne i skomplikowane solówki gitarowe-nie stroi wytężonych min jak czynią to inni mistrzowie gitary (czy też ci, którzy się za takich uważają). Ataki te można odeprzeć stwierdzeniem: wielka szkoda, że w dzisiejszej muzyce rockowej jest tak mało tego rodzaju fascynującej nudy. Ta, którą prezentuje Knopfler po prostu wprawia w zachwyt".
"Niektórzy angielscy krytycy określają go mianem najnudniejszej supergwiazdy wszechczasów, ponieważ jego piosenki są przeważnie spokojne, a nawet przy ostrzejszych fragmentach jak Money For Nothing czy najnowszym singlu Calling Elvis, Mark stoi prawie nieruchomo na scenie.
Grając dynamiczne i skomplikowane solówki gitarowe-nie stroi wytężonych min jak czynią to inni mistrzowie gitary (czy też ci, którzy się za takich uważają). Ataki te można odeprzeć stwierdzeniem: wielka szkoda, że w dzisiejszej muzyce rockowej jest tak mało tego rodzaju fascynującej nudy. Ta, którą prezentuje Knopfler po prostu wprawia w zachwyt".
A long time ago came a man on a track...

