19.11.2011, 12:22
numitor napisał(a):W ogóle ja nie rozumiem, dlaczego słaba forma wokalna, a nawet muzyczna, Dylana powoduje, że źle oceniacie jego koncert. Czy on kiedyś był wielkim wokalistą? Albo muzykiem? Przecież nie - zawsze najpierw był pisarzem, dużo później muzykiem, a duuuuuuuużo później wokalistą.
Dylan nie jest śpiewakiem operowym, którego można źle ocenić, ponieważ nie ma formy wokalnej.
Szczególnie śmieszą mnie te zarzuty, ponieważ piszą to fani Knopflera. Czy MK jest wybitnym wokalistą? No, dajcie spokój, połowa populacji śpiewa lepiej niż Knopfler i nikomu z Was to nie przeszkadza. A nagle przy Dylanie staliście się bardzo wrażliwi wokalnie.
Nikt na forum nigdy nie piał z zachwytu nad wokalem Marka Knopflera, bo trzeba by chyba upaść na głowę. Mark jest za to wybitnym muzykiem, kompozytorem, świetnym tekściarzem, długo potem wokalistą. Skoro Bob Dylan jest pisarzem (nawet wybitnym), to po jakiego grzyba robi tournee koncertowe (muzyczne)?
MK to moja muzyka życia od prawie 20 lat. Do Berlina pojechałem przede wszystkim zobaczyć zespół Marka, ale nie ukrywam, że byłem ciekawy co zrobi mega artysta ostatniego półwiecza czyli Bob Dylan. Byłem pełwn optymizmu-liczyłem, że skoro tour z MK, to zagrają coś ze Slow Train Coming-dla mnie było to oczywiste. Ale nawet (może i nieopatrznie-bo przecież poprawność polityczna musi być) Guy Fletcher napisał, że Dylan nie potrafił się z nikim przywitać z zespołu Knopflera, prawda? A tu już żaden artyzm nie jest wytłumaczeniem, po prostu zwykła kultura (a jak mawiał bosman na jednym ze statków szkolnych WSM w Gdyni: kultura to nie tylko kino i teatr
)Jako cierpliwy człowiek znosiłem to co wyprawiał aparat gębowy Boba do prawie samego końca, jednak na 2 numery przez zakończeniem koncertu i ja miałem dosyć. Akompaniament muzyków bardzo dobry, ale wokal/melorecytacja Dylana nie do zniesienia
Moim zdaniem jednak, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym.
A long time ago came a man on a track...


.