03.09.2009, 17:16
Gdzie te czasy w których wyjazd do Londynu na koncert to była prawdziwa wyprawa. 24 godziny w samochodzie lub autobusie, potem chwile nerwów w Dover czy pan urzędnik imigracyjny wpuści czy nie.
Teraz to się wydaje tak odległe. Wsiadasz w samolot, który jest tańszy od autobusu i jesteś w centrum Londynu w 2 godziny.
W sumie to dobrze, że tak jest. Ale tamte wyprawy okupione znacznie większym wysiłkiem mają w sobie coś takiego nostalgicznego czego trochę mi brakuje w dzisiejszym "łatwym" świecie. To trochę podobne do zbierania bootlegów za dawnych lat, kiedy płaciło się za nie ciężkie pieniądze a teraz można mieć największe skarby za jednym kliknięciem. Lepiej? Niby tak! Tylko jakoś o wiele mniej sentymentalnie. Ale kto dzisiaj jest sentymentalny...?
Teraz to się wydaje tak odległe. Wsiadasz w samolot, który jest tańszy od autobusu i jesteś w centrum Londynu w 2 godziny.
W sumie to dobrze, że tak jest. Ale tamte wyprawy okupione znacznie większym wysiłkiem mają w sobie coś takiego nostalgicznego czego trochę mi brakuje w dzisiejszym "łatwym" świecie. To trochę podobne do zbierania bootlegów za dawnych lat, kiedy płaciło się za nie ciężkie pieniądze a teraz można mieć największe skarby za jednym kliknięciem. Lepiej? Niby tak! Tylko jakoś o wiele mniej sentymentalnie. Ale kto dzisiaj jest sentymentalny...?
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

