15.04.2006, 14:34
Straszny blues wielkanocny o zatopionej szynce*
Stoi facet na mocie
z szynkš pięciokilowš,
o balustradę oparł się
i smutno kiwa głowš,
jesień idzie i zima,
a facet szynkę trzyma.
Ech, facecie, facecie,
ty przed nami nie udasz,
na nic tu eciepecie,
jeste gularz lub dudarz,
znamy twe gry zabójcze,
ty romantyczny ojcze!
Bo patrzcie: Nasz obiektyw
scenę notuje takš:
ten most, woda, sztachety
i ta szynka pod pachš,
szynka, prezent od tecia,
pięć kilo i dwadziecia.
Nagle, rany koguta!
Ach, co ty robisz, co ty?
Gularz w żółtych półbutach
szynkę wrzuca do wody,
nawet rybitwy kwilš:
szynka przeszło pięć kilo.
Cóż za głupi patałach
tych przysłów tworzy kosze!
U rzenika wisiała,
a zatonęła, proszę;
zatonęła, po krzyku.
Gularz stoi i płacze.
A księżyc na młodziku
i puchajš puchacze;
no bo kto musi puchać.
A z szynkš co? Na denko
poszła rzeczki wspomnianej,
prawie serce jej pękło
od tej nagłej przemiany:
cztery raki i muszla,
ach, ten przeklęty gularz!
Nie można żyć na fuksa
lari fari lakuksa.
I teraz, nocš, zawsze,
kiedy wietrzyk dmie w puzon,
szynka wypływa na brzeg
i piewa jak Caruso:
"Jestem taka samotna
i mokra, proszę pań!
Ach, ać moja podwodna,
ach! dziańdzia moja glań*".
Lecz każdy się nam-i-wa
z tych szynki łez, a wicher
na pełnię noc nagrywa
jakby na gramopłytę.
Co do mnie, ani w zšb
nie pojmuję tej kpiny,
że: gularz, wody głšb
i pięć kilo wędliny.
Dla mnie szynka to doping,
mylę o niej z oskomš,
a ten, czemu utopił,
do dzisiaj nie wiadomo.
Konstanty Ildefons Gałczyński
* w tytule oryginlnym "ballada"-ot, drobne niedopatrzenie Poety B)
Stoi facet na mocie
z szynkš pięciokilowš,
o balustradę oparł się
i smutno kiwa głowš,
jesień idzie i zima,
a facet szynkę trzyma.
Ech, facecie, facecie,
ty przed nami nie udasz,
na nic tu eciepecie,
jeste gularz lub dudarz,
znamy twe gry zabójcze,
ty romantyczny ojcze!
Bo patrzcie: Nasz obiektyw
scenę notuje takš:
ten most, woda, sztachety
i ta szynka pod pachš,
szynka, prezent od tecia,
pięć kilo i dwadziecia.
Nagle, rany koguta!
Ach, co ty robisz, co ty?
Gularz w żółtych półbutach
szynkę wrzuca do wody,
nawet rybitwy kwilš:
szynka przeszło pięć kilo.
Cóż za głupi patałach
tych przysłów tworzy kosze!
U rzenika wisiała,
a zatonęła, proszę;
zatonęła, po krzyku.
Gularz stoi i płacze.
A księżyc na młodziku
i puchajš puchacze;
no bo kto musi puchać.
A z szynkš co? Na denko
poszła rzeczki wspomnianej,
prawie serce jej pękło
od tej nagłej przemiany:
cztery raki i muszla,
ach, ten przeklęty gularz!
Nie można żyć na fuksa
lari fari lakuksa.
I teraz, nocš, zawsze,
kiedy wietrzyk dmie w puzon,
szynka wypływa na brzeg
i piewa jak Caruso:
"Jestem taka samotna
i mokra, proszę pań!
Ach, ać moja podwodna,
ach! dziańdzia moja glań*".
Lecz każdy się nam-i-wa
z tych szynki łez, a wicher
na pełnię noc nagrywa
jakby na gramopłytę.
Co do mnie, ani w zšb
nie pojmuję tej kpiny,
że: gularz, wody głšb
i pięć kilo wędliny.
Dla mnie szynka to doping,
mylę o niej z oskomš,
a ten, czemu utopił,
do dzisiaj nie wiadomo.
Konstanty Ildefons Gałczyński
* w tytule oryginlnym "ballada"-ot, drobne niedopatrzenie Poety B)
seeEMILYplay

