Liczba postów: 140
Liczba wątków: 5
Dołączył: 11.2011
Pierre napisał(a):Widzę, że aby swobodnie się wypowiedzieć na tym forum trzeba być zaakceptowanym przez Robsona, Dawida i Chrisa. Inaczej wszystko co się napisze i co jest nie po ich myśli to prowokacja.
Robson. Chłopie do księgarni po słownik języka polskiego, bo masz kłopoty ze zrozumieniem tekstu. W którym miejscu napisałem, że kogokolwiek uważam za głuchego, bądź że byłem jedynym muzykiem wśród puliczności?
Moje wypowiedzi były delikatną polemiką z Robsonem. Mamy w kwestii koncertu Dylana inne zdania i nikomu nic do tego. W żadnym z moich postów ani nie cytowałem, ani nie zwracałem się do ciebie, ani nie oceniałem tego, co piszesz, Pierre. Mało tego, wyraźnie broniłem prawa każdego do własnych ocen. Jeśli tego nie rozumiesz, skorzystaj z własnej rady udzielonej Robsonowi.
Liczba postów: 423
Liczba wątków: 10
Dołączył: 05.2007
Pierre napisał(a):Tak się składa, że jestem wtedy gdy mam coś do powiedzenia. Nie mam zwyczaju kłapać ozorem i do tego bzdury. I proszę cie Dawid zamilcz czasem, bo mnie obrażasz, a powodów i argumentów nie masz żadnych.
Nie widzę nic obraźliwego w mojej wypowiedzi. Napisałem, że do twoich ocen podchodzę ostrożnie, ale je szanuje. Masz to tego prawo i nikt na forum Ci tego nie odbiera. Po prostu się z nią nie zgadzam i tyle. Ja nie używam natomiast takich wypowiedzi jak "zamilcz" "masz problem ze sobą". Argumetacja ad personam nie ma nic wspólnego z rozsądną dyskusją. Zatem jeżeli pojawiasz się na forum rzadko to rób to przynajmniej z pewną klasą. To nie świadczy źle o mnie, tylko o Tobie.
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
19.11.2011, 02:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2011, 02:46 przez Robson.)
Zgadza się. Coś Ci się poplątało Pierre. Tak, tak skorzystaj z tej rady ja nie mam takiej potrzeby. Forum właśnie po to jest aby się ze sobą również nie zgadzać. Tylko nie przeinaczaj faktów i czytaj uważnie jak toczy się dyskusja.
Z Twoich wcześniejszych wypowiedzi z 2009 roku czemu nigdy nie odpowiedziałeś na bardzo intrygujace pytanie Kooby które wszyscy byśmy z miłą checią przeczytali: "Skoro ten koncert Cię nie zachwycił, to który z tej 19tki którą zaliczyłeś uważasz za najciekawszy? Skoro zdradziłeś swój wiek to istnieje szansa że widziałeś Dire Straits w akcji w latach 80tych. Prawda?"
Jak można nie odpowiedzieć na takie pytanie niewiele osob tutaj widziało DS na żywo.
"Tak się składa, że jestem wtedy gdy mam coś do powiedzenia. Nie mam zwyczaju kłapać ozorem i do tego bzdury"
Idealna okazja żeby właśnie teraz to udowodnić.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 176
Liczba wątków: 2
Dołączył: 06.2008
anrom napisał(a):No proszę Cię Numitor - chyba żartujesz... To, że jest w świecie mniej znany od np. Dylana oznacza, że jest artystą drugorzędnym? Kpina. To pierwsza liga i tyle.
Oczywiście dla mnie (zawsze piszę za siebie).
Zdanie innych (choćby większości społeczeństwa) mnie nie interesuje.
Cieszę się, że ktoś wreszcie zareagował na ten tekst Numitora, bo mnie się swego czasu, gdy go przeczytałem, z różnych powodów nie udało :-).
Po prostu przeraziłem się lekko tym, że fan/wielbiciel/namiętny_odbiorca twórczości jakiegoś artysty może oceniać go jako drugorzędnego.
Muszę powiedzieć to głośno: nie znam żadnego innego artysty, o którym mógłbym jednoznacznie powiedzieć, że jest od MK artystą większego formatu (tyczy się nawet Bacha i Mozarta ;->)!
Liczba postów: 1,389
Liczba wątków: 26
Dołączył: 05.2008
pawellod napisał(a):Po prostu przeraziłem się lekko tym, że fan/wielbiciel/namiętny_odbiorca twórczości jakiegoś artysty może oceniać go jako drugorzędnego.
Muszę powiedzieć to głośno: nie znam żadnego innego artysty, o którym mógłbym jednoznacznie powiedzieć, że jest od MK artystą większego formatu (tyczy się nawet Bacha i Mozarta ;->)!
Jestem fanem T.Love. Muniek jest najlepszym wokalistą na świecie, a Maciek Majchrzak najwybitniejszym gitarzystą w historii.
Your argument is invalid
Love, Peace & Dire Straits
Liczba postów: 1,324
Liczba wątków: 25
Dołączył: 10.2003
numitor napisał(a):W ogóle ja nie rozumiem, dlaczego słaba forma wokalna, a nawet muzyczna, Dylana powoduje, że źle oceniacie jego koncert. Czy on kiedyś był wielkim wokalistą? Albo muzykiem? Przecież nie - zawsze najpierw był pisarzem, dużo później muzykiem, a duuuuuuuużo później wokalistą.
Dylan nie jest śpiewakiem operowym, którego można źle ocenić, ponieważ nie ma formy wokalnej.
Szczególnie śmieszą mnie te zarzuty, ponieważ piszą to fani Knopflera. Czy MK jest wybitnym wokalistą? No, dajcie spokój, połowa populacji śpiewa lepiej niż Knopfler i nikomu z Was to nie przeszkadza. A nagle przy Dylanie staliście się bardzo wrażliwi wokalnie .
Nikt na forum nigdy nie piał z zachwytu nad wokalem Marka Knopflera, bo trzeba by chyba upaść na głowę. Mark jest za to wybitnym muzykiem, kompozytorem, świetnym tekściarzem, długo potem wokalistą. Skoro Bob Dylan jest pisarzem (nawet wybitnym), to po jakiego grzyba robi tournee koncertowe (muzyczne)?
MK to moja muzyka życia od prawie 20 lat. Do Berlina pojechałem przede wszystkim zobaczyć zespół Marka, ale nie ukrywam, że byłem ciekawy co zrobi mega artysta ostatniego półwiecza czyli Bob Dylan. Byłem pełwn optymizmu-liczyłem, że skoro tour z MK, to zagrają coś ze Slow Train Coming-dla mnie było to oczywiste. Ale nawet (może i nieopatrznie-bo przecież poprawność polityczna musi być) Guy Fletcher napisał, że Dylan nie potrafił się z nikim przywitać z zespołu Knopflera, prawda? A tu już żaden artyzm nie jest wytłumaczeniem, po prostu zwykła kultura (a jak mawiał bosman na jednym ze statków szkolnych WSM w Gdyni: kultura to nie tylko kino i teatr  )
Jako cierpliwy człowiek znosiłem to co wyprawiał aparat gębowy Boba do prawie samego końca, jednak na 2 numery przez zakończeniem koncertu i ja miałem dosyć. Akompaniament muzyków bardzo dobry, ale wokal/melorecytacja Dylana nie do zniesienia
Moim zdaniem jednak, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym.
A long time ago came a man on a track...
Liczba postów: 474
Liczba wątków: 22
Dołączył: 03.2006
numitor napisał(a):I jeszcze jedno - musimy pogodzić się z tym, że MK jest drugorzędnym artystą; tutaj nie ma się na co zgadzać . Ale nie wiem też, co nas w tym oburza. Poza drugim istnieje też trzeci, czwarty, piąty i dziesiąty rząd.
na szczęście nic nie muszę. nikomu nie każę sie zachwycać twórczością, wokalem czy koncertami Marka. więć bądx łaskaw i też nic mi nie każ.
a taki np. Krzysztof Komeda to któro-rzędowym artystą jest? albo inny pianista - Tord Gustavsen???
Czy wogóle 'rzędność' artysty jest jakoś mierzalna? jestem przyzwyczajony że mierzy się wielkości fizyczne albo elektryczne...
cała przyjemność czytania forum to dla mnie czytanie czyichś osobistych wrażeń obojętnie czy 'na tak' czy 'na nie' a ty wrzuciłeś w to forum granat z okrzykiem że coś tam musimy, że obiektywnie itp itd.
co poradzę ze przy Marku 'mam ciary' a przy Dylanie nie? mam zacząć ćwiczyć czy co?
Liczba postów: 176
Liczba wątków: 2
Dołączył: 06.2008
filipk91 napisał(a):Jestem fanem T.Love. Muniek jest najlepszym wokalistą na świecie, a Maciek Majchrzak najwybitniejszym gitarzystą w historii.
Your argument is invalid
Wszystko OK, ale tam nie było żadnego argumentu (popełniłeś tzw. błąd przesunięcia kategorialnego ;-)!
Liczba postów: 1,866
Liczba wątków: 8
Dołączył: 08.2011
Mark drugorzędnym artystą...
sorry numitor
nie znasz się na muzyce po prostu
Liczba postów: 1,389
Liczba wątków: 26
Dołączył: 05.2008
przesunięcie kategorialne nie było przypadkiem przy definicjach, a nie wnioskowaniach?
Love, Peace & Dire Straits
Liczba postów: 140
Liczba wątków: 5
Dołączył: 11.2011
Trochę mnie niepokoi, że na forum FANÓW MK, w miejscu poświęconym wspólnemu koncertowi Dylana i MK doszło do tego, że trzeba się tłumaczyć z tego, że się uważa MK za wybitnego, a nie drugorzędnego artystę... Taki pogląd jest oczywiście uprawniony, choć akurat na tym forum trochę dziwi.
Pozwalam sobie zamieścić recenzję z Guardiana, autorstwa Dave'a Simpsona. Można przy okazji poćwiczyć angielski.
Quite why the former Dire Straits frontman and the 20th century pop colossus who only last week added runner-up in the Nobel prize for literature to his accolades are touring together is, at first glance, a mystery.
But their collaboration in fact stretches back to 1979, when Dylan caught Knopfler's fast-rising band live in Los Angeles and asked him to play guitar on Slow Train Coming.
Four years later, Knopfler produced another Dylan album, Infidels, and played on the hallowed Blind Willie McTell, which misty-eyed Dylanologists decree his best song since the early 1970s. It's both baffling yet typical that the two men don't share the stage together, and the song remains unplayed.
With a small section of the venue unsold, it's hard not to suspect that in recessionary Britain even legends have to resort to a buy one, get one free offer, although this is an intriguing pairing of two of rock's most willful contrarians.
Certainly, being a Dire Straits fan is never easy. Ridiculed by TV comics as Dire Stuff even in their multimillion-shifting heyday, repeated critical attempts to rehabilitate the understated beauty of songs such as Romeo and Juliet haven't dented their unassailable lack of cool.
Meanwhile, Knopfler has turned his back on the band for so long that former members have started to play the songs without him (as the Straits).
Bald and stocky, with no longer any need for that trademark headband, Knopfler now looks more like a bricklayer than the 80s stadium rocker people remember, and ignores his back catalogue with impish glee.
After a stream of beautifully played new songs eventually lead one exasperated punter to yell "Play something we know", the Knopf raises one eyebrow and introduces a ditty about the joys of sleeping rough in graveyards – "It's nice and warm down there with the bodies."
Dire Straits's Brothers in Arms and So Far Away have to be virtually dragged out of him, but perhaps this famously grumpy rocker is enjoying himself more than he likes people to know.
Dylan fans, however are long used to such a runaround, with his dark classics rendered so unintelligibly in some recent tours they could be the works of Donald Duck.
Still, that voice was always challenging, even in the 60s. Here, it takes three songs to warm up and even then sounds like Tom Waits doing a panto villain.
But at full pelt, Dylan's theatrical gurgle gives a new and weirdly compelling energy to Ballad of a Thin Man and a sublimely remodelled Simple Twist of Fate[url=http://www.youtube.com/watch?v=GVS-9ShCA6c][/url].
The 70-year old's gnarled chops will always prompt debate, but a fantasy set list is hard to fault, and A Hard Rain's Gonna Fall, Tangled Up in Blue and other rock stone tablets are delivered alongside the newer likes of Summer Days by an energetic young band of gunslingers at ear-rattling volume. Highway 61 Revisited is reworked so thoroughly it could be the M62, but from the comical intro tape about "emerging from a period of substance abuse in the 60s and finding Jesus in the 70s" to a storming All Along the Watchtower, the nimbly dancing septuagenarian seems to be again enjoying being Bob Dylan.
When Manchester roars along with Like a Rolling Stone, it honours the enduring uniqueness of the man even his famous support act refers to as "Mister Bob."
Liczba postów: 613
Liczba wątków: 25
Dołączył: 11.2005
A swoją drogą czy The Straits by nie mogło supportować MK w przyszłej trasie?
<a href="http://chomikuj.pl/soplandia?b=1">
<img src="http://images.chomikuj.pl/button/soplandia.gif" border="0" />
</a>
Liczba postów: 613
Liczba wątków: 25
Dołączył: 11.2005
retro13 napisał(a):Mark drugorzędnym artystą...
sorry numitor
nie znasz się na muzyce po prostu
No tera to jak bym skomentował to bym się musiał sam usunąć z forum. Jak MK drugorzędny to kto pierwszorzędny?
<a href="http://chomikuj.pl/soplandia?b=1">
<img src="http://images.chomikuj.pl/button/soplandia.gif" border="0" />
</a>
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
SmokEustachy napisał(a):A swoją drogą czy The Straits by nie mogło supportować MK w przyszłej trasie?
Aż mnie zatkało. Naprawdę wierzysz w to co napisaleś?
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 1,632
Liczba wątków: 79
Dołączył: 09.2004
Mnie tez sie to w glowie nie miesci  Ale chetnie bym Davida zobaczyl jako support
and it's your face I'm looking for on every street...
Liczba postów: 613
Liczba wątków: 25
Dołączył: 11.2005
Robson napisał(a):Aż mnie zatkało. Naprawdę wierzysz w to co napisaleś? Wierzę w cuda. Mam dość durnych podziałów i kwasów i sobie zamarzyłem. Nie wolno? Ci by przegrali stare przeboje a MK by zagrał nowe. Ostatecznie mógłby wykonać kilka utworów ze Straitsami a oni z nim.
Kto by na tym stracił a kto zyskał?
<a href="http://chomikuj.pl/soplandia?b=1">
<img src="http://images.chomikuj.pl/button/soplandia.gif" border="0" />
</a>
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
O jejku nie wzdygaj sie tak  Masz wyobraźnię nie powiem. Nawet nie chce mi sie tego komentować.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 2,419
Liczba wątków: 182
Dołączył: 10.2004
Przecież o drugorzędność mi nie chodziło subiektywną (bo dla mnie, oczywiście, jest pierwszorzędny) - tylko o postrzeganie przez historię muzyki.
A dla historii muzyki Knopfler nie jest (chyba się zgodzicie ze mną) w tym samym rzędzie, co Chopin i The Beatles. Prawda?
"Come up and feel the sun
A new morning has begun..."
Liczba postów: 140
Liczba wątków: 5
Dołączył: 11.2011
SmokEustachy napisał(a):Wierzę w cuda. Mam dość durnych podziałów i kwasów i sobie zamarzyłem. Nie wolno? Ci by przegrali stare przebije a MK by zagrał nowe. Ostatecznie mógłby wykonać kilka utworów ze Straitsami a oni z nim.
Kto by na tym stracił a kto zyskał?
Nie sądzę, żeby chodziło o "durne podziały i kwasy". Myślę, że taki "reunion" nie miałby żadnego artystycznego sensu. Oczywiście wielka frajda dla fanów (zwłaszcza tych, którzy nie widzieli DS na żywo), wielka kasa, itd. Ale jak popatrzyć na to, co MK robi solo, to przecież widać gołym okiem, że nie ma to muzycznie nic wspólnego z DS. Patrzmy realnie - duszą, mózgiem i właściwie prawie wszystkim innym był w DS Mark. Po sukcesie DS zaczął wyraźnie dryfować w inną stronę - folka, bluesa, muzyki celtyckiej, zwłaszcza szkockiej. To wszystko jest autorskie - jemu DS do niczego nie jest potrzebne, bo potrzebuje teraz perfekcyjnych muzyków do każdego nowego instrumentu. I - jak dla mnie - niech już tak zostanie, zwłaszcza, że w polecanym tu przez kogoś wywiadzie telewizyjnym MK stwierdził, że czuje się tak, jakby dopiero zaczynał, jakby to, co najlepsze miało dopiero powstać... Jak to usłyszałem, to ciarki mi przeszły...
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
Dokładnie! Tutaj trudno prowadzić mi z Tobą chris delikatną polemikę
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
|