Chcialbym sie podzielic wrazeniami z wczorajszego koncertu MK.
Wczesniej planowany wyjazd tak jak poprzednimi latami nie doszedl do skutku, bowiem zmarlo sie pewnej kobiecie i trzeba bylo ja przeprowadzic na tamten swiat. Niestety wypadlo to ww piatek popoludniu.
Po zakonczonych uroczystosciach ok 15, 20 , wsiadlem do samochodu i gazu na Luxemburg. wczesniej planowalem ze bede juz tam o tej godzinie by polowac na dzikiego Marka i jego druzyne. Ale plany maja to do siebie , ze czasami sie zmieniaja

Nic to. po 15 ruszylem w kierunku Rockhall, z ktora mam tylko dobre wspomnienia.
Autostrady niemieckie choc szybkie i piekne psuje sie rowniez, czego bylem swiadkiem. Co kilkanscie km jakies roboty, zaczalem sie nawet denerwowac, bo mysle zajade a tam pol Hali pelne (planowalem byc na 18). Nic to jade dalej, w luxemburgu natrafiam na duze korki (po 17 ludzie go home po pracy) Jade cierpliwie, w miedzyczasie dzwonie do Dziadka i Soni z pytaniem : czy wieluludzi juz przed drzwiami, "jest troche ale spokojnie, z kilku kilometrow widze czesc industrialna Esch sur Alzette, i Rockhall. Jestem na miejscu, zostawiam woz na parkingu i ide do Rockhall. Tam spotykam Sonie i Marka stoja w kolejce, przed Hala kilkaset osob, ale jakos wcinam sie do kolejki istoimy rzem z Dziadkami

. Na przodzie widze starych znajomych z Francji, ktorzy jezdza za Markiem , gdzie mozna

pokazuje im reingodowa koszulke i mowie to specjalna edycja

jedna koszulke wdziewa Marek Dziadek

o 18,35 otwiera sie "entrance" i ludzie w pieciu rzedach przechodza przez bramki, w naszej bramce sa problemy ze skanerem, kolejka wolniej idzie ale idzie. Mijamy bramki i dyla pod scene, tam juz niezly tlumek przyklejony do barierek czeka na koncert. My ustawiamy sie lekko z lewej strony od mikrofonu Marka ale naprzeciw Johna Skrzypka Muzykanta

. Czas biegnie powoli, w tle muzyka, obok nas ludzie roznych narodowosci francuzi, niemcy, holendrzy, belgowie, luksemburczycy, no i my z Polski rodem. O 20.00 gasna swiata , krotka zapowiedz i wchodzi kamanda Marka na scene, na poczatek What is this

Zagrane swietnie, z zebem, publika szaleje;
Clenning my Gun - ale energia , Marka i chlopakow nosi po scenie, zarabiasta muza, Faktycznie Mark na swoich nogach jest lepszy niz na tej krzslowej nodze z poprzedniego roku. Nosi go po scenie i muzykow rowniez, Jas Muzykant z gitara poezja w mocnym wydaniu.
Pozniej STP chlopaki odpoczywaja, znowu piekne dzwieki, Mark zamyka oczy i odplywa

;
HFB znowu spokojny poczatek, dwie cytry towarzysza Markowi, pozniej wcghodzi perkusja i jest czadowo,
Preiveteering - Mark zapowiada piosenke , mowi ze gra jatutaj poraz pierwszy ale ma nadzieje ze nie ostatni

Mark z pudlem szantuje, pozniej wchodza inni muzyce do akcji, utwor jest swietny, ma rowniez wielka moc

Song For Sonny - zostaje ich trzech. Mark, Glen z wielkim z basem i Ianto. Mark z nowa morska gitara

znowu sie zapomina i brnie w improwizacje; bardzo mocny numer wieczoru.
Bonaparte rowniez przybyl do Rockhall i rozweselil zwlaszcza damska czesc widowni, obserwowalem reakcje, choc sam mam dosyc tego utworu, powiem szczerze , ze chetnie go wysluchalem, mam wrazenie, ze mocniej zostal zagrany jesli chodzi o perkusje.
Haul Away - spokojniutki wyciszajacy romantyczny, cos pieknego balsam dla duszy, nie ma w nim wielu sztuczek gitarowych, ale pozostale instrumenty nadaja mu specyficznego klimatu, miodzik
Marbletown - wiecie jak jest grany , znowu swietnie, Popisy daja Glen , i Jasio
Speedway - Kurde rozrywa uszy ale i powietrze, dawno nie slyszalem tak dobrej wersji, znowu Marka nosi po scenie , raz w prawo raz w lewo, prawdziwy majstersztyk, jesli chodzi o energie, narastanie napiecia i wirtuozerie
Owacje , owacje,
Chlopaki koncza, mowie do Dziadka za krotko gral, moglby Dylan przychorowac i wtedy Mark by gral dalej. Zespol Marka zegna sie z publika, chlopaki schodza sie znowu by porozmawiac , co zagraja na bis. Oczywiscie nie wiedza

, Zastanawiaja sie i po dlugich pertraktacjach "decyduja", tym razem Los padl na So far away

Jedyna pisenka Dire Straits , ludzie szaleja, publika krzyczy. Mark znowu nie stoi w miejscu lecz sobie tanczy

i KONIEC
Koncert za Krotki jak dla mnie. Mark w bardzo dobrej kondycji glosowej i fizycznej, i napewno mial dobry humor, bo czesto sie usmiechal i do publiki jak i do swoich grajkow. 21,15 koniec koncertu.
Naglosnienie zyleta, wszystko slychac czy z przodu czy z tylu

poezja spiewana

Ludkow ok 6, 5 tys miejsca stojace lub podpierajace ( barierki)
Na koncert Dylana nie zostalem, trzeba bylo czekac ponad pol godzina a z drugiej strony tak mnie nie ciagnelo. Troche szkoduje bo Mark wystapil na poczatku z Dylanem, ale mam nadzieje ze ich zobacze w Mannheim.
Zreszta daleka droga mnie czekala i mgla

Dla samego Marka warto bylo wydac te kilkadziesiat euro i tam byc. Polecam, szykujcie sie na piekny koncert

W domu zameldowalem sie ok polnocy.
Zwariowany dzien to byl