mirek napisał(a):Ludzie znowu leze na lopatkach, nokaut, korde musze sie podniesc i cos napisac. ale moze jutro , bylo cudnie wspaniale, pod scena... chyba ze nie bede mogl zasnac to bede pisal w nocy i wstawial zdjecie tu na probe trzy na koncu z Piper
Mocne zdjęcie to środkowe
Mirku dzięki wielkie za foty i gorącą relację. Kiedy tak się czyta jak ludzie reaguja na muzykę Marka to czas oczekiwania na Wrocław zaczyna się dłużyć.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
NASI W LUXEMBURGU !!!!!!!!!!!!!!
Otrzymalem telefon od Mirka i Dziadka z Luksemburga. Mamy kolejną ciekawostkę. Chlopaki podali dla MK plakat,płyty i .......koszulkę (naszą czerwoną raingodową) z informacją ,że jest to koszulka od fanów z Polski, do podpisania i złożenia autografów. Plakat i płyty z autografami wróciły , natomiast forumowa koszulka nie. Musiała się chyba Markowi spodobać. Mirek i Dziadek żartowali, że nie wiedzą dlaczego Mark zatrzymał koszulkę, ....natomiast plakat z autografem podzielony zostanie dla wszystkich forumowiczów(zainteresowanych) dla każdego po 1 cm kw. Solidarnie i sprawiedliwie. Tyle bieżącej relacji z Luksemburga, na drugą część poczekamy pewnie do póznego wieczora lub jutra.
No to jak Mirek to zobaczy to kapcie mu spadną. To jest wlaśnie ten sympatyczny Włoch (ktorego nazwalem Eros Ramazotti - bardzo Go to rozbawiło) z RAH z Raingodową koszulką.
Jak Maruś sie pokarze z naszą koszulką , no to wtedy spadną już nam tylko stringi.
Oj czad, czad - świetnie że się Ramazotti odezwał - to się Mirek ucieszy
Chłopaki w Luksemburgu stoją na przeciwko fotela Marka - to są szczęściarze !! Właśnie nadeszła gorąca depesza z koncertu ! Spodziewajcie się kolejnych świetnych zdjęć z Mirkowego aparatu !!
Ranazzotti call me!
Hahahaha
Boys are sick of acute Knopfler, do not listen much Italian music.
I love playing guitar (youtube zoom9010) if you want to see some of my videos.
I am very happy to see your forum even if the language is very difficult.
Using an online translator, hoping to understand something.
Witam wszystkich, z bolem glowy, nie wiem czy to wynik decybeli czy niedospania. Wrocilismy z Dziadkiem ok 3.00.
Wczoraj zdobylismy Luxemburg. Zawsze chetnie sie tam wybieram nie ze wzgledu na tansze paliwo, kawe i fajki (ktorych zreszta nie pale) ale ze wzgledu na koncerty w Rockhall.
W poniedzialek wieczorem we Frankfurcie, kiedy stalem przed scena, tak blisko Marka, przyszla mi do glowy mysl, moze by Markowi podarowac nasza koszulke,na poczatku myslalem rzucic ja na scene ale zostalbym prawie nagi. Jade do domu z ta mysle, po przyjezdzie do domu, koszulke z siebie i do pralkirano prasuje ja i czekam na Dziadka. Troche sie denerwuje, Marek dziadek mial byc na 11 a go nie ma. Dzwonie do zony Marka, mowi ze jest w drodze, czekam i czekam, w miedzyczasie wstawiam jakis obiadzik (pierogi ruskie ale z polski i kapustno-grzybowe zeby lepsze wiatry byly ) pierogi sa gotowe a dziadka nie ma. Patrze podjezdza jakies porsche na numerach Fuldy mysle dziadek , biegne a samchod sie oddala w oka mgnieniu. Po chwili zawraca, widocznia kierowca zobaczyl mnie we wstecznym lusterku. Jedzie w moja strone, okazuje sie ze pan w porsche to dziadek. Witam go z radoscia, idziemy zjesc pierogi, chyba byly ok, bo zyjemy do tej pory. Dziadek otrzymuje ode mnie koszulke i plyty z koncertu Marka. Wsiadamy do porsche i w dluga, okazuje sie ze jego Carrera nie ma nawigacji, marek ma tylko taka przenosna ale bez Luxemburgalae za to z Lichtensteinem jedziemy sobie w strone Trieru, mapa na kolanach jak za dawnych czasow (jestem pilotem) Marek tak szybko jedzie ze kolo Trieru nie zauwazamy zjazdu i wjezdzamy troche do miasta, nawrot, Marek dal po garach i jestesmy z powrotem ale juz na dobrej drodze. Po kilkunastu minutach wjezdzamy do Ksiestwa Luxemburg, francuski- niemieckie napisy, i paliwo tansze z 20 centow
Mijamy lotnisko Luxemburg (tu wyladuje Mark), obwodnica jedziemy na poludnie w strone Esch-Alzette (18 km od Luxemburga w strone Francyjii) Dla pewnosci pytamy sie jeszcze gdzie jest Rockhall, dostajemy w miare dobre wskazowki i w droge, za kilka minut pojawiaja sie tablice Rockhall. Jestesmy w domu, Rockhall lezy w przemyslowej dzielnicy, niezbyt pieknej (beda zdjecia). Zajezdzamy na parking, jest ok. 15.20, bierzemy nasze gadzety do podpisania, bilety , owoce (zdrowe) i w droge do Rockhall. Pod hala stoi juz grupka fanow, ale my ja mijamy i idziemy do miesca gdzie Mark wjezdza. Czekam, obsluga nie wie o ktorej Mark przyjedzie (niewie albo wie ale mowi ze nie wie ) Dolaczaja do nas dwaj fani z Francjii ,( byli rowniez 2 lata temu rozpoznaje ich) jednym jest Poupystar (kreci Markowe koncerty) Nawiazujemy z nimi kontakt, Dziadek po francusku, ja po wlosku. Okazuje ze chlopcy byli juz na kilku koncertach(Nowy Jork, Londyn, Antwerpia, dzis Luxemburg a potem Paryz, Nimmes, Monako, Mantroux, Praga i ...)Jak widac nie tylko my mamy nierowno pod sufitem ze wzgledu na Marka. Powoli dochodza inni, jest nas grupka ok 8 osob. Ok 16.20 pojawiaja sie samochody, Duzy VW, i trzy mercedesy, srebrny jak sie okazuje z Markiem na pokladzie, i dwa czarne, wjezdzaja za brame, mala konsternacja, jakos nie mozna krzyczec, odebralo mi glos, czekamy ze ktos podejdzie, muzycy wychodza z samochodow biora walizki i do hali. Po chwili krzyczy do nas bodajze menager Marka, ze za chwilke przyjdzie. I tak sie staje, przychodzi bierze o kazdego tylko po jednej rzeczy do podpisania, wkladke plyty albo jak w przypadku Dziadka tablo z naklejonymi biletami, podchodzi do mnie chce mu dac kilka wkladek z plytami do podpisu ale mowi "one"podaje wiec Get Lucky i koszulke i mowie "for Mark from Poland" hmm for Mark, odpowiada menager, usmiecha sie, bierze koszulke wraz z innymi przedmiotami i odchodzi. Jak sie okazuje wszystko po kilku minutach do nas wraca, ale moja koszulka juz nie (jestem goly i wesoly ale zadowolony), menager dobrze zrozumial moja intencje "to jest koszulka dla Marka" nie na autograf. Ciesze sie w glebi serca, moze Mark gdzies ja kiedy zalozy. Zartuje sobie z dziadkiem, ze pewnie zrobi sobie z niej onuce zimowa pora albo... Naprawde jestem ciekawy jaki bedzie los "reingodowej" koszulki. Po zdobyciu autografow idziemy przed drzwi, by czekac na koncert, od czasu do czasu pada deszcz ale stoimy pod dachem cdn....
nasze czekanie konczy sie ok 19 kiedy, otwieraja drzwi, oderwanie kuponik z biletu i w dluga pod scene, dziadek ma obawy czy jego aparat przejdzie kontrole i nie wyladuje w czarnym worku ale na szczescie nie, przemyca sprzet, jestesmy w linni prostej przed niebieskim fotelikiem Marka, 2 m od niego. Napiecie rosnie, sala sie napelnie, jest bardzo duzo francuzow, niemcy z jednym nawiazujemy kontakt, tez jezdzi ciagle po Markowych koncertach od 30 lat (pierwszy zaliczyl w Karlsruhe w 1981), bardzo duzo mlodych ludzi, a przede mna jak sie dowiaduje stoi gosc ktory jezdzi z Markiem wszedzie (kanadyjczyk - byl na wszystkich koncertach Marka do tej pory z tej trasy i bedzie dalej.... szaleniec) Chyba wygral w tottka, ma czas i pieniadze, zrobil sobie wakacje z Knoplferem (szczesciasz) Miejsca stojace nogi powoli wchodza w przedluzenie plecow (stoimy juz od 16) ale trzymamy sie dzielnie, 19.56 komunikat zeby nie pstykac, nie filmowac, koncert tuz tuz, jeszcze znane kawalki przedkoncertowe, gasna swiatla, muzycy wchodza, jestesmy z Dziadkiem pod scena, na prosto Mark i caly zespol, bedzie sie dzialo.
Border, Why aye... niespodzianka, bedzie inaczej bardziej rockowo, wiadomo ludzie stoja i chca sie ruszac bardziej niz sluchac, What... Seilling...na wyciszenie I Clenning my gun ... wszyscy lapia za gitary Jasio McKluska rowniez, czad lepiej niz na plycie cd, moc energia rozpiera muzykow i udziela sie nam sluchaczom, sala wrze Hill FBlus znowu moc i energia zwlaszcza ze z bliska widac jak chlopcy to graja, udzielaja sie nam emocje, Romeo...znowu owacje, Mark zartuje znowu ze lekarz mu zabronil (chodzic na disco, biegac, ale moze jezdzic na rowerze co czyni chetnie) Sultani...sala szaleje. nastepuje krotka prezentacja zespolu Marbletown znowu zagrane pieknie z improwizacja roznych instrumentow, trwa to dobrych kilkanascie minut, wyjemy z zachwytu , mark jak to zauwazyl dziadek podpuszcza swoich kompanow, czy jeszcze to zagraja co on, i dialog sie udaje, Mark na gitarze Jasio na skrzpeczkach, Mcgoldrick na flecie poezja. Znowu aplauz. potem niespodzianak jak dla mnie , Donegan zagrany swietnie, z pieknym wstepem i rozbudowanym zakonczenie, Mark szczesliwy, nie kontrolowal w tej radosci (ale o tym nie bede pisal) Speedway... odjechalismy mysle dalej niz do Nazaretu, Telegraph....piekny, Koniec , swiatla... muzycy na scenie dostaja piwo, toast w strone widowni, mark swoje tylko probuje ale nie pije stawia na stoliczku. Brothers .... So far...Owacje (na stojaco) gasna swiatla oeeeoeee slychac z sali i brava, jest nadzieja na Piper widzimy biala gitare marka w przygotowaniu, zespol wchodzi, rozpoczyna sie kilka bajecznych minut Piper brzmi, znow Mark oszczednie ale ...jak gitara placze. Mowie do Dziadka, gitara jest czescia ciala Marka, jest z nia zrosniety i to widac na jego twarzy, kazde dotkniecie strun wywoluje poruszenie twarzy, grymas, ...nie wiem jak to opisac. Koniec , znowu bylo cudownie ja chce na koncert.
Po koncercie musimy czekac ok 1 h na wyjazd z parkingu, ogladamy zdjecia i sluchamy Marka (przezyj to jeszcze raz) W drodze na koncert i z powrotem rozmawiamy o muzyce marka. Chce dziadkowi podziekowac za wspolny wypad, swietne towarzystwo i za to moglem sie przejechac jego Porsche Carrera (marzenie)
Ok 24.00 jeszcze na terenie Luxemburga zaczyna dokuczac na glod, odwiedzamy krewnego Johna McKuskera i Michaela Mcgoldricka czyli wuja McDonalda. Wuj McDonald jest bardzo goscinny mimo poznej pory, czestuje nas frytkami, cola i Mckanapka. Po odwiedzinach wuja McDonalda wraccamy do domu, Dziadek jedzie dzielnie mnie meczy sen, po drodze jeszcze tankowanie w luxemburgu, zakup kawy i... w droge. ok 2.00 przystanek juz na niemieckiej ziemi na caffe latte i cappucino. Jestesmy u mnie o 3.00. Proponuje dziadkowi nocleg, ale uparty jest i chce dalej jechac.
Ojezdza ja wpadam przed komputer na chwile dwa slowa i do lozka, zasluzony wypoczynek bo rano trzeba wstac....
Ps. zdjecia tym razem tylko z komorki. Dziadkowe z aparatu beda pozniej.
Mark jak widac oprocz repertuaru zmienil koszule