Myślę , że każdy z nas w swym życiu spotkał swojego Basila......
Zimą na przełomie lat 70\80 pojawił się w moim szarym , brudnym miasteczku, człowiek ,który od razu swym wyglądem wyróżniał się spoza małomiasteczkowej gawiedzi. Miał inne ramki okularów (nie te z NRD z zakładów Karl-Zeiss-Jena), teczkę, i garnitur skrojony inaczej niż, wiecznie nam panujący pierwszy sekretarz partii i komendant milicji.
Wieść, szybko rozeszła się , że ów jegomość to nowy radca prawny miejscowego Magistratu,wtedy nazywanego Prezydium.
W kraju na skraju upadającej komuny , dość skutecznie edukowano nas w zakresie rusyfikacji. Nie uczono angielskiego , tylko rosyjskiego. Czasy były ciężkie, panował energetyczny dwudziesty stopień zasilania, co oznaczało wyłączanie prądu w godzinach od 16-21 przez ówczesny Tauron. Jedynie radiowa Trójka muzycznie otwierała nam wielki świat zza żelaznej kurtyny. Na horyzoncie pokazała się już pierwsza DS i Communique. Nikt z nas niestety nie znal angielskiego, ażeby choć w minimalnym stopniu zajarzyć o czym śpiewa Mark. (RECONA tez jeszcze nie było)
Szybko okazało się , że jedyną osobą w mieście , który zna angielski był ów Radca Prawny (skończył Uniwersytet Jagielloński). Pan Radca miał jednak swoje przywary, wśród których nadmienić należy..... , "że nienawidził nikogo, w tym samego siebie".
Gdy po raz pierwszy poprosiłem go o przetłumaczenie tekstu Sułtanow , otrzymałem odpowiedz, cytuję: " matura tuż tuz , a ty się głupotami zajmujesz, no i ażeby tekst Dire Straits nie zamienił się dla Ciebie "Wielkimi Kłopotami" w czasie egzaminu maturalnego". Pamiętam ,że wpuścił nas z kumplem do domu i od ręki zabrał się za tłumaczenie. W domu przeraziła nas niezliczona ilość popielniczek zawalonych totalną ilością spalonych papierosów i ......wszechobecne książki. Czy był poetą, nie wiem, ale widać było ,że zainspirował go tekst Marka. Zapytał nawet kto go napisał?
Takie były początki, miałem to szczęście , że uczestniczyłem w narodzinach pierwszych płyt DS, choć te początki nie były łatwe. Wczoraj przeszukałem strych , bo na pewno mam oryginalne zapiski radcowskich tłumaczeń. Na razie bez rezultatu, ale znajdę je. Jakby nie patrzeć to jednak kawał zapisanej historii.
A pan Radca? Ciągle mieszka w moim mieście w Słubicach, kłaniamy się sobie, choć on nigdy nie wyraził na twarzy zadowolenia z tego powodu. A ja ciągle czekam , ażeby zapytał o moją maturę.....wtedy z satysfakcją odpowiedział bym mu , że nie skończyła się ona dla mnie "wielkimi kłopotami", z angielskiego Dire Straits.
Przygoda z Dire Straits ciągle trwa.
P.S. Jeśli macie swojego Basila - piszcie.
Zimą na przełomie lat 70\80 pojawił się w moim szarym , brudnym miasteczku, człowiek ,który od razu swym wyglądem wyróżniał się spoza małomiasteczkowej gawiedzi. Miał inne ramki okularów (nie te z NRD z zakładów Karl-Zeiss-Jena), teczkę, i garnitur skrojony inaczej niż, wiecznie nam panujący pierwszy sekretarz partii i komendant milicji.
Wieść, szybko rozeszła się , że ów jegomość to nowy radca prawny miejscowego Magistratu,wtedy nazywanego Prezydium.
W kraju na skraju upadającej komuny , dość skutecznie edukowano nas w zakresie rusyfikacji. Nie uczono angielskiego , tylko rosyjskiego. Czasy były ciężkie, panował energetyczny dwudziesty stopień zasilania, co oznaczało wyłączanie prądu w godzinach od 16-21 przez ówczesny Tauron. Jedynie radiowa Trójka muzycznie otwierała nam wielki świat zza żelaznej kurtyny. Na horyzoncie pokazała się już pierwsza DS i Communique. Nikt z nas niestety nie znal angielskiego, ażeby choć w minimalnym stopniu zajarzyć o czym śpiewa Mark. (RECONA tez jeszcze nie było)
Szybko okazało się , że jedyną osobą w mieście , który zna angielski był ów Radca Prawny (skończył Uniwersytet Jagielloński). Pan Radca miał jednak swoje przywary, wśród których nadmienić należy..... , "że nienawidził nikogo, w tym samego siebie".
Gdy po raz pierwszy poprosiłem go o przetłumaczenie tekstu Sułtanow , otrzymałem odpowiedz, cytuję: " matura tuż tuz , a ty się głupotami zajmujesz, no i ażeby tekst Dire Straits nie zamienił się dla Ciebie "Wielkimi Kłopotami" w czasie egzaminu maturalnego". Pamiętam ,że wpuścił nas z kumplem do domu i od ręki zabrał się za tłumaczenie. W domu przeraziła nas niezliczona ilość popielniczek zawalonych totalną ilością spalonych papierosów i ......wszechobecne książki. Czy był poetą, nie wiem, ale widać było ,że zainspirował go tekst Marka. Zapytał nawet kto go napisał?
Takie były początki, miałem to szczęście , że uczestniczyłem w narodzinach pierwszych płyt DS, choć te początki nie były łatwe. Wczoraj przeszukałem strych , bo na pewno mam oryginalne zapiski radcowskich tłumaczeń. Na razie bez rezultatu, ale znajdę je. Jakby nie patrzeć to jednak kawał zapisanej historii.
A pan Radca? Ciągle mieszka w moim mieście w Słubicach, kłaniamy się sobie, choć on nigdy nie wyraził na twarzy zadowolenia z tego powodu. A ja ciągle czekam , ażeby zapytał o moją maturę.....wtedy z satysfakcją odpowiedział bym mu , że nie skończyła się ona dla mnie "wielkimi kłopotami", z angielskiego Dire Straits.
Przygoda z Dire Straits ciągle trwa.
P.S. Jeśli macie swojego Basila - piszcie.
We are the sultans of swing...

