Wczoraj mialem okazje posluchac Pana Marka niedaleko Padwy w Piazzola sul Brenta.
Jako ze spedzam urlop w Italii, grzechem by bylo nie byc na koncercie Marka , ktory wlasnie w tych dniach koncertuje po Italii.
Pametam, ze bilet na ten koncert kupilem po koncercie w Luxemburgu, na ktorym bylismy z Waldkiem.
Wczorajszy koncert odbyl sie na placu przed Villa Camerini. pieknym obiekcie otoczonym polkolem pieknymi portykami.
Na koncert wyruszylem z RAVENNY ok. godziny 13, mam do pokonania 190 km.
Wyruszam wiadomo nie tylko na koncert ale tez na lowy, moze sie uda jak w Sztutgarcie zlapac zwierza "animale salvatico".
Po kilku km. mam niespodzianke, droga zablokowana, obieram nowa, znowu wywalona ciezarowa, objazdami dostaje sie na autostrade kolo ferrary, stamtad mam jeszcze ok 90 km do miejsca koncertu. Zjawiam sie krotko po 15, jeszcze nic nie pozamykane, moge wejsc na teren koncertu, sluzby rozstawiaja krzeselka, technicy muzyczni probuja sprzet.
Pytam ochrony czy jest juz Mark, nikt nie chce dac odpowiedzi. Sa dwie mozliwosci by Mark dojechal za scene od przodu lub tylu.
Obstawiam tyl, mniej ludzi i bardziej spokojnie.
Po ok. godzinie jeden z fanow wloskich mowi mi, ze jest jeszcze 3 mozliwosc, wjazd na maly placyk a stamtad ekipa udaje sie za scene pieszo. Ta opcja staje sie najbardziej wiarygodna. Obstawiamy z kilkoma fanami szlaban przy malym placyku.
Ok godziny 18 pojawiaja sie trzy rangery, machamy jednak przejezdzaja kolo nas, nie zatrzymuja sie. Mark i ekipa machaja do nas.
Jakby to powiedziec jestesmy troche zawiedzeni, Italiani powiedzieli by che delusione.
Mi udaje sie dostac na druga strone placyku z ktorego ekipa zmierza za scene. Wloska ochrona nie dopuszcza jednak do spotkania z Markiem. Widzimy go z ok 1m przechodzi, macha ale sie nie zatrzymuje.
Czekamy z tylu seny. Przychodzi manager zbiera od fanow rzeczy do podpisania, mi udaje sie wreczyc dwa zdjecia jedno z koncertu Marka i jedno na ktorym jest MARK i ja przy jego Range. Po kilku minutach dostajemy nasze autografy
ja mam na 2 zdjeciach.
Czekamy w grupie ok 30 fanow, bo wiemy ze kolo nas beda przechodzic muzycy na kolacje i tak sie dzieje, idzie Guy pozniej Richard, Jim. Glen, machaja do nas ale tylko Jim sie zatrzymuje, robie mu fotke i prosze o autograf na jednym z biletow.
Pozniej pojawia sie John i Jan Thomas - przechodza z ochrona.
Czekamy na Marka ale widzimy ze chyba nic z tego bo lodoweczka z posilkiem powedrowala do Marka za scene.
Po jakims czasie chlopaki wracaja z kolacji, prosze o zdjecie z Janem i autograf nie ma problemu. Staje przy Olbrzymie i robimy zdjecie. Ja tez do ulomkow nienaleze ale porownajcie na zdjeciu
Przychodzi Guy fotka autograf kilka slow, pozniej Glen podobnie.
Glen , Jan i Jim maja dla nas wiecej czasu. Bardzo mili panowie.
Guy pojawia sie drugi raz robimy zdjecia.
Jest fajnie tylko zio Mark, wujek Mark pozostal w zaroslach
Po sesji zdjeciowej i zlowieniu kilku autografow ide cos zjesc. Koncert o
pozno o 21.30.
Koncert na swierzym powietrzu miejsca niestety siedzace.
A sam koncert , co mozna napisac, znowu perfekcyjny, z wielkim zacieciem zagrany TR, Mark w dobrym humorze ale chyba gorszym niz ostatnio w niemczech.
Koncert okrojony o jeden utwor w sumie 15, szkoda. Na dwa ostatnie dostaje sie pod scene, Shangrii La i So far away koncza koncert. Na koncercie byly dwa telebimy, wiec dla ludzi z dalszych rzedow lub o slabym wzroku tak jak ja , bylo idealnie
Wyruszam do domu o 23,30 i jestem o 1,30.
Dzien byl goracy we wrazenia. Piekny koncert, tyle pieknych spotkan i spotkanych wariatow, czytaj fanow.
Wlosi naprawde kochaja Marka.
Nastepny koncert w Luca za tydzien.
Na relacje z Tour niemieckiego zbiore sie po urlopie.
Jako ze spedzam urlop w Italii, grzechem by bylo nie byc na koncercie Marka , ktory wlasnie w tych dniach koncertuje po Italii.
Pametam, ze bilet na ten koncert kupilem po koncercie w Luxemburgu, na ktorym bylismy z Waldkiem.
Wczorajszy koncert odbyl sie na placu przed Villa Camerini. pieknym obiekcie otoczonym polkolem pieknymi portykami.
Na koncert wyruszylem z RAVENNY ok. godziny 13, mam do pokonania 190 km.
Wyruszam wiadomo nie tylko na koncert ale tez na lowy, moze sie uda jak w Sztutgarcie zlapac zwierza "animale salvatico".
Po kilku km. mam niespodzianke, droga zablokowana, obieram nowa, znowu wywalona ciezarowa, objazdami dostaje sie na autostrade kolo ferrary, stamtad mam jeszcze ok 90 km do miejsca koncertu. Zjawiam sie krotko po 15, jeszcze nic nie pozamykane, moge wejsc na teren koncertu, sluzby rozstawiaja krzeselka, technicy muzyczni probuja sprzet.
Pytam ochrony czy jest juz Mark, nikt nie chce dac odpowiedzi. Sa dwie mozliwosci by Mark dojechal za scene od przodu lub tylu.
Obstawiam tyl, mniej ludzi i bardziej spokojnie.
Po ok. godzinie jeden z fanow wloskich mowi mi, ze jest jeszcze 3 mozliwosc, wjazd na maly placyk a stamtad ekipa udaje sie za scene pieszo. Ta opcja staje sie najbardziej wiarygodna. Obstawiamy z kilkoma fanami szlaban przy malym placyku.
Ok godziny 18 pojawiaja sie trzy rangery, machamy jednak przejezdzaja kolo nas, nie zatrzymuja sie. Mark i ekipa machaja do nas.
Jakby to powiedziec jestesmy troche zawiedzeni, Italiani powiedzieli by che delusione.
Mi udaje sie dostac na druga strone placyku z ktorego ekipa zmierza za scene. Wloska ochrona nie dopuszcza jednak do spotkania z Markiem. Widzimy go z ok 1m przechodzi, macha ale sie nie zatrzymuje.
Czekamy z tylu seny. Przychodzi manager zbiera od fanow rzeczy do podpisania, mi udaje sie wreczyc dwa zdjecia jedno z koncertu Marka i jedno na ktorym jest MARK i ja przy jego Range. Po kilku minutach dostajemy nasze autografy
ja mam na 2 zdjeciach.Czekamy w grupie ok 30 fanow, bo wiemy ze kolo nas beda przechodzic muzycy na kolacje i tak sie dzieje, idzie Guy pozniej Richard, Jim. Glen, machaja do nas ale tylko Jim sie zatrzymuje, robie mu fotke i prosze o autograf na jednym z biletow.
Pozniej pojawia sie John i Jan Thomas - przechodza z ochrona.
Czekamy na Marka ale widzimy ze chyba nic z tego bo lodoweczka z posilkiem powedrowala do Marka za scene.
Po jakims czasie chlopaki wracaja z kolacji, prosze o zdjecie z Janem i autograf nie ma problemu. Staje przy Olbrzymie i robimy zdjecie. Ja tez do ulomkow nienaleze ale porownajcie na zdjeciu

Przychodzi Guy fotka autograf kilka slow, pozniej Glen podobnie.
Glen , Jan i Jim maja dla nas wiecej czasu. Bardzo mili panowie.
Guy pojawia sie drugi raz robimy zdjecia.
Jest fajnie tylko zio Mark, wujek Mark pozostal w zaroslach

Po sesji zdjeciowej i zlowieniu kilku autografow ide cos zjesc. Koncert o
pozno o 21.30.
Koncert na swierzym powietrzu miejsca niestety siedzace.
A sam koncert , co mozna napisac, znowu perfekcyjny, z wielkim zacieciem zagrany TR, Mark w dobrym humorze ale chyba gorszym niz ostatnio w niemczech.
Koncert okrojony o jeden utwor w sumie 15, szkoda. Na dwa ostatnie dostaje sie pod scene, Shangrii La i So far away koncza koncert. Na koncercie byly dwa telebimy, wiec dla ludzi z dalszych rzedow lub o slabym wzroku tak jak ja , bylo idealnie

Wyruszam do domu o 23,30 i jestem o 1,30.
Dzien byl goracy we wrazenia. Piekny koncert, tyle pieknych spotkan i spotkanych wariatow, czytaj fanow.
Wlosi naprawde kochaja Marka.
Nastepny koncert w Luca za tydzien.
Na relacje z Tour niemieckiego zbiore sie po urlopie.

