16.05.2013, 03:58
Plan był taki ,że napiszę coś jutro wczesnym rankiem koło południa ale.......
coś "dziwnie " się czuję - tzn. jak po każdym koncercie- pewnie przytrzyma jeszcze kilka dni :-)
Mirek teraz już śpi - bo rano musi do roboty iść - chciałem mu jutro "pomóc" ale uznał,że sam sobie lepiej poradzi - bo dzwonił bym mu od początku do końca :-)
No dobra - od początku....
W poniedziałek dojechałem do siebie i dowiedziałem się ,że mam jeszcze kilka dni urlopu- no radość ma wielka jest.
We wtorek rano azymut - Niemcy , do Mirka,
Wieczorem piwko, ustalony plan działania na dzień następny ( nigdy nie byłem na koncercie w Luksemburgu),sniadanie połączone z obiadem koło południa i 12,30 startujemy. mamy ok 250 km to pewnie 2,5 godzinki i będziemy na
miejscu.
No i prawie się udało.
Z parkingu -( o dziwo tylko 3 E za cały pobyt :-) ), musimy podreptać ok 1 km do sali koncertowej. Torba,reklamówka - 2 zestawy koszulek i........ ciężkie chmury, zaraz na pewno lunie i to porządnie.
Bedąc przy sali widzimy ,że już robi się kolejka do wejścia (wejściówki tylko stojące )
a do koncertu jeszcze 5 godzin.
Mirek prowadzi znanymi sobie ścieżkami, znowu omawiamy strategię działań, chyba dwudziesty raz :-), jesteśmy przy jedynej bramie , którą mogą wjechać :-)
O dziwo , tylko jeden facet- typowy łowca autografów jak się okazało, Luksemburczyk....
trochę po niemiecku, trochę po francusko-angielskim :-) dowiadujemy sie ,że ok 14,30
wyjechały stąd 2 mercedesy, czyli zmiana aut- tamte pewnie poleciały na wyspy.
Zaczyna lekko padać - Mirek oczywiście przygotowany - a ja , no cóż .... trochę zimno, no ale nie pobiegnę do samochodu ( Mirek ma ładne i pojemne auto , i mamy tam zestaw ubrań ,że nawet jakby nas na Syberię zesłali to dalibyśmy radę ), bo w każdej chwili mogą zjawić się te "ICH" mercedesy.
Mamy przygotowany mini baner na kartce formatu A3, z tekstem typu "Mark musisz się teraz zatrzymać , bo jak nie to....., i podziękowanie za koncert w Polsce z zaproszeniem na następny".... dzięki za podpowiedź z ang. dla Ani_M i Beta.
Trochę czekamy - dochodzi jakiś Francuz - wszak granica za ścianą sali :-), pokazujemy Polską biografię i pyta czy wydana jest tez po francusku. I do not know?
Papieros jeden , drugi , jakaś fotka.
Mirek dostrzega "starych"znajomych z poprzednich koncertów w tym miejscu, widzę ich pierwszy raz a witamy się jakbyśmy byli starymi kumplami- jest fajnie. Podziwiają nasze koszulki - coś tam opowiadamy- Mirek opowiada :-),
"wymyśliłem ",że jak się oddalę od naszej już 6 osobowej grupy o jakieś 50 m to będę miał widok na ok 300-400m wcześniej na jadące mercedesy.
Ktoś pyta o drogę , ktoś o parking.... dochodzi kolejna osoba - nawija po angielsku ,że hej
okazuje się ,że Słowak z Bratysławy czyli mamy tłumacza na angielski .....
Wcześniej - widzę gościa - przez przypadek z odległości 200-300 m , turla walizkę, przechodzi w odległości 20 m , myślę sobie - Jim Cox ... ale co ON by tu robił sam
a w dodatku spaceruje sobie jak .......?
Nie - to nie On.
Podbiega wcześniej wspomniany Słowak - i mówi ,że przywitał się z Jimim Coxem.................
to był On a ja jak ta...... itd :-)
Stoimy jeszcze małą chwilę - wypatrując prze siebie sokolim wzrokiem na pół kilometra i nic się nie dzieje......
Jakiś bus transportowy wyjeżdża spod hali - no i kierowca prosi żebyśmy tą barierkę odsunęli.
Prosi...żaden problem, odwracam głowę i............
za moimi plecami 2 mercedesy ..........suvy - o kurde, co teraz........
Był plan , ale plan poszedł się ..... no
Biegnę do bramy wjazdowej a Mirek - nie wiem czy przytomnie :-) ale przykłada minibanerek do szyby pierwszego mercedesa i o dziwo 30 metrów dalej zatrzymują się z boku.
zanim ktokolwiek podszedł Marek otworzył szybę , .... "hello" z jego ust i.........
paraliż ,,,, dobrze ,że tylko na sekundę........
podchodzę chyba jako pierwszy z okładką z ostatniej płyty -zdawkowe "hej Mark", i problem - wiem ,że mam przynajmniej 2 pisaki a żadnego nie mogę znaleźć w kieszeni - masakra, .....
łowca autografów podaje jakiś flamaster....... uf - juz mam , podaję książkę "Naszą"
ale Mark grzecznie - "nie znam tego"", faul, juz robi się tłok bo z drugiego auta podszedł jakiś wielki bodyguard i zasłonił pól samochodu, ale już czuję spokój , już mam - przestałem myśleć.... Mirkowi podaję kolejne wkładi z płyt - może teraz jemu się uda, biorę aparat - ale ... standard - moje zdjęcia to tylko buty i koła samochodu,,
Mirek trzeźwieje- "dam mu naszą koszulkę "
ja sam już nie wiem gdzie jestem :-)
bajka????
Mirek podchodzi jako ostatni- Mark bierze od niego koszulkę - ogląda......
"Guy - przytrzymaj" no i zamaszystym ruchem podpisuje :-) , radość wielka ale jeszcze jakoś odległa......
W między czasie jak mirek miał aparat w ręku, nacisnął guzik ,żeby zrobić fotkę Markowi
no i przez przypadek - wszedłem kawałek w kadr. Teraz Mark Knopfler może się pochwalić na fb ,że ma zdjęcie ze mną :-)
no a ja z NIM............
potem kilka fotek z 20-30 metrów, i .............. niedowierzanie......
Teraz mogę spokojnie mogę iść na parking trochę się ubrać ( Mirek zajął miejsce w kolejce),tak się podjarałem ,że Słowakowi podarowałem swoją czerwoną koszulkę z GL,
był ...... trudno to nazwać..........
Potem długie oczekiwanie na otwarcie drzwi, spotykamy w kolejce kolejnych znajomych Mirka , wymieniamy się doświadczeniami koncertowymi, wiemy ,że jest dość znany przez Nas człowiek z Francji, który nagrywa koncert.....
18,20 drzwi otwierają - bileciki do kontroli i na lewo - prawie biegiem
Zajmujemy pozycję - centralnie !!!! drugi rząd ... przed nami tylko znajomi francuzi- a w około też tylko znajomi..........
O koncercie..... jutro - chyba padam na pysk - ale trzyma mocno.......
Wiem tylko jedno- takich "wariatów" jest w Europie trochę.... :-)
coś "dziwnie " się czuję - tzn. jak po każdym koncercie- pewnie przytrzyma jeszcze kilka dni :-)
Mirek teraz już śpi - bo rano musi do roboty iść - chciałem mu jutro "pomóc" ale uznał,że sam sobie lepiej poradzi - bo dzwonił bym mu od początku do końca :-)
No dobra - od początku....
W poniedziałek dojechałem do siebie i dowiedziałem się ,że mam jeszcze kilka dni urlopu- no radość ma wielka jest.
We wtorek rano azymut - Niemcy , do Mirka,
Wieczorem piwko, ustalony plan działania na dzień następny ( nigdy nie byłem na koncercie w Luksemburgu),sniadanie połączone z obiadem koło południa i 12,30 startujemy. mamy ok 250 km to pewnie 2,5 godzinki i będziemy na
miejscu.
No i prawie się udało.
Z parkingu -( o dziwo tylko 3 E za cały pobyt :-) ), musimy podreptać ok 1 km do sali koncertowej. Torba,reklamówka - 2 zestawy koszulek i........ ciężkie chmury, zaraz na pewno lunie i to porządnie.
Bedąc przy sali widzimy ,że już robi się kolejka do wejścia (wejściówki tylko stojące )
a do koncertu jeszcze 5 godzin.
Mirek prowadzi znanymi sobie ścieżkami, znowu omawiamy strategię działań, chyba dwudziesty raz :-), jesteśmy przy jedynej bramie , którą mogą wjechać :-)
O dziwo , tylko jeden facet- typowy łowca autografów jak się okazało, Luksemburczyk....
trochę po niemiecku, trochę po francusko-angielskim :-) dowiadujemy sie ,że ok 14,30
wyjechały stąd 2 mercedesy, czyli zmiana aut- tamte pewnie poleciały na wyspy.
Zaczyna lekko padać - Mirek oczywiście przygotowany - a ja , no cóż .... trochę zimno, no ale nie pobiegnę do samochodu ( Mirek ma ładne i pojemne auto , i mamy tam zestaw ubrań ,że nawet jakby nas na Syberię zesłali to dalibyśmy radę ), bo w każdej chwili mogą zjawić się te "ICH" mercedesy.
Mamy przygotowany mini baner na kartce formatu A3, z tekstem typu "Mark musisz się teraz zatrzymać , bo jak nie to....., i podziękowanie za koncert w Polsce z zaproszeniem na następny".... dzięki za podpowiedź z ang. dla Ani_M i Beta.
Trochę czekamy - dochodzi jakiś Francuz - wszak granica za ścianą sali :-), pokazujemy Polską biografię i pyta czy wydana jest tez po francusku. I do not know?
Papieros jeden , drugi , jakaś fotka.
Mirek dostrzega "starych"znajomych z poprzednich koncertów w tym miejscu, widzę ich pierwszy raz a witamy się jakbyśmy byli starymi kumplami- jest fajnie. Podziwiają nasze koszulki - coś tam opowiadamy- Mirek opowiada :-),
"wymyśliłem ",że jak się oddalę od naszej już 6 osobowej grupy o jakieś 50 m to będę miał widok na ok 300-400m wcześniej na jadące mercedesy.
Ktoś pyta o drogę , ktoś o parking.... dochodzi kolejna osoba - nawija po angielsku ,że hej
okazuje się ,że Słowak z Bratysławy czyli mamy tłumacza na angielski .....
Wcześniej - widzę gościa - przez przypadek z odległości 200-300 m , turla walizkę, przechodzi w odległości 20 m , myślę sobie - Jim Cox ... ale co ON by tu robił sam
a w dodatku spaceruje sobie jak .......?
Nie - to nie On.
Podbiega wcześniej wspomniany Słowak - i mówi ,że przywitał się z Jimim Coxem.................
to był On a ja jak ta...... itd :-)
Stoimy jeszcze małą chwilę - wypatrując prze siebie sokolim wzrokiem na pół kilometra i nic się nie dzieje......
Jakiś bus transportowy wyjeżdża spod hali - no i kierowca prosi żebyśmy tą barierkę odsunęli.
Prosi...żaden problem, odwracam głowę i............
za moimi plecami 2 mercedesy ..........suvy - o kurde, co teraz........
Był plan , ale plan poszedł się ..... no
Biegnę do bramy wjazdowej a Mirek - nie wiem czy przytomnie :-) ale przykłada minibanerek do szyby pierwszego mercedesa i o dziwo 30 metrów dalej zatrzymują się z boku.
zanim ktokolwiek podszedł Marek otworzył szybę , .... "hello" z jego ust i.........
paraliż ,,,, dobrze ,że tylko na sekundę........
podchodzę chyba jako pierwszy z okładką z ostatniej płyty -zdawkowe "hej Mark", i problem - wiem ,że mam przynajmniej 2 pisaki a żadnego nie mogę znaleźć w kieszeni - masakra, .....
łowca autografów podaje jakiś flamaster....... uf - juz mam , podaję książkę "Naszą"
ale Mark grzecznie - "nie znam tego"", faul, juz robi się tłok bo z drugiego auta podszedł jakiś wielki bodyguard i zasłonił pól samochodu, ale już czuję spokój , już mam - przestałem myśleć.... Mirkowi podaję kolejne wkładi z płyt - może teraz jemu się uda, biorę aparat - ale ... standard - moje zdjęcia to tylko buty i koła samochodu,,
Mirek trzeźwieje- "dam mu naszą koszulkę "
ja sam już nie wiem gdzie jestem :-)
bajka????
Mirek podchodzi jako ostatni- Mark bierze od niego koszulkę - ogląda......
"Guy - przytrzymaj" no i zamaszystym ruchem podpisuje :-) , radość wielka ale jeszcze jakoś odległa......
W między czasie jak mirek miał aparat w ręku, nacisnął guzik ,żeby zrobić fotkę Markowi
no i przez przypadek - wszedłem kawałek w kadr. Teraz Mark Knopfler może się pochwalić na fb ,że ma zdjęcie ze mną :-)
no a ja z NIM............
potem kilka fotek z 20-30 metrów, i .............. niedowierzanie......
Teraz mogę spokojnie mogę iść na parking trochę się ubrać ( Mirek zajął miejsce w kolejce),tak się podjarałem ,że Słowakowi podarowałem swoją czerwoną koszulkę z GL,
był ...... trudno to nazwać..........
Potem długie oczekiwanie na otwarcie drzwi, spotykamy w kolejce kolejnych znajomych Mirka , wymieniamy się doświadczeniami koncertowymi, wiemy ,że jest dość znany przez Nas człowiek z Francji, który nagrywa koncert.....
18,20 drzwi otwierają - bileciki do kontroli i na lewo - prawie biegiem
Zajmujemy pozycję - centralnie !!!! drugi rząd ... przed nami tylko znajomi francuzi- a w około też tylko znajomi..........
O koncercie..... jutro - chyba padam na pysk - ale trzyma mocno.......
Wiem tylko jedno- takich "wariatów" jest w Europie trochę.... :-)

