10.05.2013, 14:19
Przepiękny koncert, jeszcze lepszy niż we Wrocławiu. Na pewno lepiej brzmiała gitara i chyba lepsza była setlista. Początkowo były problemy z basem, który pomimo poprawy w sumie do końca pozostał bardzo nieczytelny. Osobiście nie przepadam za wielkimi szafami ampega, bo wydają zbyt skompresowany dźwięk. Często pomimo ogromnej mocy ciężko sprawić, aby dobrze i selektywnie zabrzmiały. Jak niedawno grałem ze swoim zespołem na scenie o lekko mniejszych ale porównywalnych rozmiarach to były z ampegami te same problemy.
Wracając do Marka to pomimo wybitnego występu, kilka momentów wyrózniało się swoim wyjątkowym urokiem:
1. 5.15 - to jeden z moich ulubionych utworów MK. Wiedziałem, że gdzieś sobie to raz już zagrali na trasie, ale nawet nie śniło mi się usłyszeć to w Łodzi. Ten kto najgłośniej się darł jak zaczynali to byłem ja
2. Haul Away - studyjna wersja to arcydzieło, a na koncercie było jeszcze lepiej
3. Father nad son - kocham dudy i dla mnie mogły by byc w każdym numerze. Jedno z moich marzeń to nauczyć się grac na dudach
4. Marbletown - we Wrocławiu myślałem, że lepiej już być nie może, ale myliłem się. Wybitne wykonanie.
5. Telegraph Road - jak Mark uruchomił Pensę to po prostu mnie zatkało. Takiego brzmienia gitary to w życiu nie słyszałem. Wiem, że ma on w swojej kolekcji wiele perełek, ale Pensa pod prawie każdym względem jest lepsza od innych gitar. Sustain, atak, pasmo....masakra. Gitara ma dla mnie jeden minus, że niezbyt ładnie prezentuje się wizualnie
Super, że wszystkie nowe bluesy wyszły lepiej niż na nowej płycie. Dobrze, że je zagrali, bo wg mnie są bardziej koncertowe niż studyjne. Nawet pomimo braku harmonijki.
A minusy to wspomniany wczesniej bas i brak Going Home. Bardzo na to czekałem i byłem pewny, że chłopaki jeszcze wyjdą na jednego bisa
Wracając do Marka to pomimo wybitnego występu, kilka momentów wyrózniało się swoim wyjątkowym urokiem:
1. 5.15 - to jeden z moich ulubionych utworów MK. Wiedziałem, że gdzieś sobie to raz już zagrali na trasie, ale nawet nie śniło mi się usłyszeć to w Łodzi. Ten kto najgłośniej się darł jak zaczynali to byłem ja

2. Haul Away - studyjna wersja to arcydzieło, a na koncercie było jeszcze lepiej
3. Father nad son - kocham dudy i dla mnie mogły by byc w każdym numerze. Jedno z moich marzeń to nauczyć się grac na dudach

4. Marbletown - we Wrocławiu myślałem, że lepiej już być nie może, ale myliłem się. Wybitne wykonanie.
5. Telegraph Road - jak Mark uruchomił Pensę to po prostu mnie zatkało. Takiego brzmienia gitary to w życiu nie słyszałem. Wiem, że ma on w swojej kolekcji wiele perełek, ale Pensa pod prawie każdym względem jest lepsza od innych gitar. Sustain, atak, pasmo....masakra. Gitara ma dla mnie jeden minus, że niezbyt ładnie prezentuje się wizualnie

Super, że wszystkie nowe bluesy wyszły lepiej niż na nowej płycie. Dobrze, że je zagrali, bo wg mnie są bardziej koncertowe niż studyjne. Nawet pomimo braku harmonijki.
A minusy to wspomniany wczesniej bas i brak Going Home. Bardzo na to czekałem i byłem pewny, że chłopaki jeszcze wyjdą na jednego bisa

