09.05.2013, 00:48
A ja niestety mam mieszane uczucia...
To już czwarty koncert Marka z kolei jaki zaliczam w naszym kraju i w moim odczuciu... najsłabszy. Mark jak to Mark, zagrał świetnie i do niego ani jego muzyków nie można się przyczepić - klasa sama w sobie. Ale mam pewne subiektywne odczucia, które jako zagorzały fan DS i MK nasuwają mi się do całości:
Po pierwsze nagłośnienie. FATALNE. Nie wiem czy to kwestia mojego miejsca (trybuny, sektor P), ale w ogóle nie słyszałem wokalu Marka. Klawisze, skrzypce i flet musiały się przebijać zza hałasującego basu. Widać, że dźwiękowcy tez to czuli bo starali się to poprawiać. Raz było lepiej, raz gorzej, ale generalnie na tle poprzednich trzech koncertów ten wypadł słabiutko. Dobrze że solówki gitarowe były wyraźne, no i partie wokalne w utworach o delikatnym podkładzie muzycznym np. Privateering.
Po drugie interakcja Marka z publicznością. O ile na poprzednich koncertach coś zagadywał, opowiadał, to dzisiaj gdyby nie konieczność przedstawienia członków zespołu nie powiedziałby do nas nic. No może poza jednym szybkim "thank you". Wiem, że Mark nie jest gadułą, ale przyzwyczaił mnie do większej spontaniczności. Dzisiaj momentami miałem odczucie jakby przyszedł odwalić swoją robotę (świetną zresztą), ale jakby zapomniał o kilkunastu tysiącach słuchaczy, którzy czekali na parę słów w ich stronę. W końcu przyjechałem na koncert, a nie posłuchać płyty.
Po trzecie setlista. Nie zgodzę się z przedmówcą. Mogła być lepsza... i to dużo. Osoby dla których to był pierwszy koncert będą zadowolone. Dla mnie to jest czwarty i chociaż uwielbiam Telegraph Road to słuchanie go po raz czwarty, podobnie jak Romeo, Sultans i Brothers już mnie tak nie bawi, nawet jeśli to są hity ponadczasowe. Wg mnie najlepiej na tym koncercie, czego się zupełnie nie spodziewałem, wypadły nowe utwory. Szkoda, bo chociaż zagrał wszystko świetnie, to zamiast wspomnianych ever green'ów dałbym się pociąć za Private Investigations, Love Over Gold, Six Blade Knife czy Why Worry.
Generalnie muzycznie koncert super, ale za wspomniane "rozczarowania" daję ocenę 4. Czy pojadę na kolejny? Nie wiem.... pewnie tak
Pozdrawiam.
To już czwarty koncert Marka z kolei jaki zaliczam w naszym kraju i w moim odczuciu... najsłabszy. Mark jak to Mark, zagrał świetnie i do niego ani jego muzyków nie można się przyczepić - klasa sama w sobie. Ale mam pewne subiektywne odczucia, które jako zagorzały fan DS i MK nasuwają mi się do całości:
Po pierwsze nagłośnienie. FATALNE. Nie wiem czy to kwestia mojego miejsca (trybuny, sektor P), ale w ogóle nie słyszałem wokalu Marka. Klawisze, skrzypce i flet musiały się przebijać zza hałasującego basu. Widać, że dźwiękowcy tez to czuli bo starali się to poprawiać. Raz było lepiej, raz gorzej, ale generalnie na tle poprzednich trzech koncertów ten wypadł słabiutko. Dobrze że solówki gitarowe były wyraźne, no i partie wokalne w utworach o delikatnym podkładzie muzycznym np. Privateering.
Po drugie interakcja Marka z publicznością. O ile na poprzednich koncertach coś zagadywał, opowiadał, to dzisiaj gdyby nie konieczność przedstawienia członków zespołu nie powiedziałby do nas nic. No może poza jednym szybkim "thank you". Wiem, że Mark nie jest gadułą, ale przyzwyczaił mnie do większej spontaniczności. Dzisiaj momentami miałem odczucie jakby przyszedł odwalić swoją robotę (świetną zresztą), ale jakby zapomniał o kilkunastu tysiącach słuchaczy, którzy czekali na parę słów w ich stronę. W końcu przyjechałem na koncert, a nie posłuchać płyty.
Po trzecie setlista. Nie zgodzę się z przedmówcą. Mogła być lepsza... i to dużo. Osoby dla których to był pierwszy koncert będą zadowolone. Dla mnie to jest czwarty i chociaż uwielbiam Telegraph Road to słuchanie go po raz czwarty, podobnie jak Romeo, Sultans i Brothers już mnie tak nie bawi, nawet jeśli to są hity ponadczasowe. Wg mnie najlepiej na tym koncercie, czego się zupełnie nie spodziewałem, wypadły nowe utwory. Szkoda, bo chociaż zagrał wszystko świetnie, to zamiast wspomnianych ever green'ów dałbym się pociąć za Private Investigations, Love Over Gold, Six Blade Knife czy Why Worry.
Generalnie muzycznie koncert super, ale za wspomniane "rozczarowania" daję ocenę 4. Czy pojadę na kolejny? Nie wiem.... pewnie tak

Pozdrawiam.

