23.11.2011, 23:55
Robson napisał(a):Gryzie mnie jeszcze coś innego. Czy Bob Dylan ma szansę na nowych fanów? Takich co to zaczęli przygodę z Robertem Z. trochę nie po kolei czyli nie od płyt na którch to (co już podkreślałem) broni się świetnie tylko od jego działalności koncertowej. Sklaniam się raczej ku opinii że na jego koncertach jest sprawdzona publiczność dobrze wiedząca co się wydarzy i znająca Dylana od lat. Chris na tym linku to są jego fani i oni nie powiedzą o nim źle. A być może Ci wszyscy ktorzy nie tylko w Berlinie opuszczali koncert Boba znaleźli się na nim po raz pierwsszy i jednak co do występu Boba Dylana już się nie przekonają. A wiec czy nie fani mogą go pokochać za koncertowe popisy? Nie wiem, nie wiem ale chyba potrafiłbym zrozumieć że nie.
I to jest bardzo ciekawe pytanie, Robson, na które odpowiedź jest chyba tylko jedna - te koncerty nowych fanów mu najprawdopodobniej nie przysporzą. Tylko - patrząc na całą jego karierę - można zaryzykować stwierdzenie, że jemu niekoniecznie na tym zależy. Przynajmniej nie w takim sensie, żeby robić coś tak, żeby koniecznie się podobało. On zawsze robił tak, jak chciał. Dlatego zawsze pisano o nim używając określenia "rebel" - buntownik. Nie tylko dlatego, że pisał teksty kontestujące czy antywojenne, ale także buntownik w sensie artystycznym, Pisałem już o tym, że nawet na płytach studyjnych zdarzają się fałszywe nuty. Wystarczy posłuchać "One more cup of coffee" ze słynnego albumu Desire.
A co do tego, że ludzie wychodzili z koncertu? Ilu ludzi było w hali - kilkanaście tysięcy? Ilu wyszło - kilkudziesięciu, kilkuset? Myślę, że ta statystyka nie odbiega od statystyki z całej historii kariery Dylana. On zawsze wielu ludzi wkurzał. Jeszcze raz to napiszę - takie jego prawo.

