23.06.2010, 09:48
Nastepny bardzo dobry koncert Marka, dwie godziny minely jak z bicza strzelil. Pojechalem z kolega troche wczesniej by upolowac autograf. Prawie sie to udalo, odnaezlismy brame ktora Mark wjezdza, i czekamy, 16.00 nic, 16.30 nic, 17.00 nikogo nie widac, ale jest ruch w okolicy, ulica dojazdowa zamknieta wiec pewnie zaraz beda jechac. Tak sie staje, ok 17, 30 widze trzy znajome mercedesy: jeden srebrny i dwa czarne, jada. Staje przy bramie, machamy z kolega, ochrona nas odsuwa od bramy , z mercedesow tylko pozdrowienia w nasza strone, Samochody znikaja za brama, krzycze Mark, ale muzycy nikna w drzwiach hali, do tego nie przyjemny niemiec z ochrony kaze nam sie wyniesc na ogrodzenie (Helmut cham). Widzac ze nie ma nadzieji na autografy udajemy sie do polskiej knajpy Gdanska(polecam) tam zamawiamy polskiego zywca, pierogi i czerwony barszcz, nie daleko nas siedzi dwoch niemcow, patrza na nas, najprawdopodobniej przykuwa ich uwage forumowa koszulka. Pytaja czy my na koncert, odpowiadamy ze tak, pytaja czy daleko ok 4 km ale jedziemy samochodem wiec mozemy ich zabrac, tak tez czynimy. Ok 19.30 jestesmy przed Arena, potok ludzi wlewa sie do hali (wysprzedane) Arena mniejsza niz w Köln czy Frankfurcie, ale bardzo mila, i jak sie pozniej okazuje z bardzo dobra akustyka (zreszta widac ze to miejsce, to przede wszystkim hala koncertowa). Zajmujemy miejsca na poziomie sceny, troszke z tylu ale akustycznie i wizualnie swietnie. I sie zaczyna , kolega ktory mowil mi przed koncertem ze zaraz zasnie, i byl troche sceptycznie nastwiony do koncertu, ozywia sie i widze jak odlatuje wraz z kazdym utworem, (moze za mocno go katowalem KNopflerem i mial odruch wiadomo jaki)koncert przecudny, Swietne Hill farmers..., bajeczne inaczej zagrane niz w Köln Marbletown, Ludzie PO Romeo, Sultans I Marbletown z miejsc do gory
zwlaszcza po Marbletown, pozniej Get Lucky, znowu czad na Speedway, Telegraph. Owacje, sala na nogach, ja pod koniec Telegrpah przedzieram sie pod scene znowu 2 m od Marka, co za emocje
kolega moj tez. Sluchmy brothers, So far...Muzycy opuszczaja scene ale ludzie nie daja za wygrana, brawa i Mark pojawia sie z bialym recznikiem by zagrac Pieper... znowu owacje, brawa ale muzycy sie nie pojawiaja. Moj kolega, kiedy wychodzimy z areny mowi, ze musi skopac mi d... e, pytam za co, Jak to za co? Ze nie zabrales mnie wczesniej na Knopflera, i dodaje to byl najlepszy koncert na ktorym bylismy ( U2 i Clapton niech sie chowa) i dodaje , widziales tych panow z obslugi w zoltych chelmach, tam jest miejsce Claptona, on moze tylko sie przysluchiwac a Knopflerowi tylko ciapy i futeral do gitary nosic. Przypomne ze ten kolega prawie mi usnal na koncercie Claptona w Düsseldorfie.
W drodze rozmawiamy, Marcin mowi wiesz troche przesadzasz z koncertami, ale po tym co dzisiaj widzaielm i slyszalem chyba zaczynam Cie rozumiec.
zwlaszcza po Marbletown, pozniej Get Lucky, znowu czad na Speedway, Telegraph. Owacje, sala na nogach, ja pod koniec Telegrpah przedzieram sie pod scene znowu 2 m od Marka, co za emocje
kolega moj tez. Sluchmy brothers, So far...Muzycy opuszczaja scene ale ludzie nie daja za wygrana, brawa i Mark pojawia sie z bialym recznikiem by zagrac Pieper... znowu owacje, brawa ale muzycy sie nie pojawiaja. Moj kolega, kiedy wychodzimy z areny mowi, ze musi skopac mi d... e, pytam za co, Jak to za co? Ze nie zabrales mnie wczesniej na Knopflera, i dodaje to byl najlepszy koncert na ktorym bylismy ( U2 i Clapton niech sie chowa) i dodaje , widziales tych panow z obslugi w zoltych chelmach, tam jest miejsce Claptona, on moze tylko sie przysluchiwac a Knopflerowi tylko ciapy i futeral do gitary nosic. Przypomne ze ten kolega prawie mi usnal na koncercie Claptona w Düsseldorfie.W drodze rozmawiamy, Marcin mowi wiesz troche przesadzasz z koncertami, ale po tym co dzisiaj widzaielm i slyszalem chyba zaczynam Cie rozumiec.

