09.06.2010, 11:12
nasze czekanie konczy sie ok 19 kiedy, otwieraja drzwi, oderwanie kuponik z biletu i w dluga pod scene, dziadek ma obawy czy jego aparat przejdzie kontrole i nie wyladuje w czarnym worku ale na szczescie nie, przemyca sprzet, jestesmy w linni prostej przed niebieskim fotelikiem Marka, 2 m od niego. Napiecie rosnie, sala sie napelnie, jest bardzo duzo francuzow, niemcy z jednym nawiazujemy kontakt, tez jezdzi ciagle po Markowych koncertach od 30 lat (pierwszy zaliczyl w Karlsruhe w 1981), bardzo duzo mlodych ludzi, a przede mna jak sie dowiaduje stoi gosc ktory jezdzi z Markiem wszedzie (kanadyjczyk - byl na wszystkich koncertach Marka do tej pory z tej trasy i bedzie dalej.... szaleniec) Chyba wygral w tottka, ma czas i pieniadze, zrobil sobie wakacje z Knoplferem (szczesciasz) Miejsca stojace nogi powoli wchodza w przedluzenie plecow (stoimy juz od 16) ale trzymamy sie dzielnie, 19.56 komunikat zeby nie pstykac, nie filmowac, koncert tuz tuz, jeszcze znane kawalki przedkoncertowe, gasna swiatla, muzycy wchodza, jestesmy z Dziadkiem pod scena, na prosto Mark i caly zespol, bedzie sie dzialo.
Border, Why aye... niespodzianka, bedzie inaczej bardziej rockowo, wiadomo ludzie stoja i chca sie ruszac bardziej niz sluchac, What... Seilling...na wyciszenie I Clenning my gun ... wszyscy lapia za gitary Jasio McKluska rowniez, czad lepiej niz na plycie cd, moc energia rozpiera muzykow i udziela sie nam sluchaczom, sala wrze
Hill FBlus znowu moc i energia zwlaszcza ze z bliska widac jak chlopcy to graja, udzielaja sie nam emocje, Romeo...znowu owacje, Mark zartuje znowu ze lekarz mu zabronil (chodzic na disco, biegac, ale moze jezdzic na rowerze co czyni chetnie) Sultani...sala szaleje. nastepuje krotka prezentacja zespolu Marbletown znowu zagrane pieknie z improwizacja roznych instrumentow, trwa to dobrych kilkanascie minut, wyjemy z zachwytu , mark jak to zauwazyl dziadek podpuszcza swoich kompanow, czy jeszcze to zagraja co on, i dialog sie udaje, Mark na gitarze Jasio na skrzpeczkach, Mcgoldrick na flecie poezja. Znowu aplauz. potem niespodzianak jak dla mnie , Donegan zagrany swietnie, z pieknym wstepem i rozbudowanym zakonczenie, Mark szczesliwy, nie kontrolowal w tej radosci (ale o tym nie bede pisal) Speedway... odjechalismy mysle dalej niz do Nazaretu, Telegraph....piekny, Koniec , swiatla... muzycy na scenie dostaja piwo, toast w strone widowni, mark swoje tylko probuje ale nie pije
stawia na stoliczku. Brothers .... So far...Owacje (na stojaco) gasna swiatla oeeeoeee slychac z sali i brava, jest nadzieja na Piper widzimy biala gitare marka w przygotowaniu, zespol wchodzi, rozpoczyna sie kilka bajecznych minut Piper brzmi, znow Mark oszczednie ale ...jak gitara placze. Mowie do Dziadka, gitara jest czescia ciala Marka, jest z nia zrosniety i to widac na jego twarzy, kazde dotkniecie strun wywoluje poruszenie twarzy, grymas, ...nie wiem jak to opisac. Koniec , znowu bylo cudownie ja chce na koncert.
Po koncercie musimy czekac ok 1 h na wyjazd z parkingu, ogladamy zdjecia i sluchamy Marka (przezyj to jeszcze raz) W drodze na koncert i z powrotem rozmawiamy o muzyce marka. Chce dziadkowi podziekowac za wspolny wypad, swietne towarzystwo i za to moglem sie przejechac jego Porsche Carrera (marzenie)
Ok 24.00 jeszcze na terenie Luxemburga zaczyna dokuczac na glod, odwiedzamy krewnego Johna McKuskera i Michaela Mcgoldricka czyli wuja McDonalda. Wuj McDonald jest bardzo goscinny mimo poznej pory, czestuje nas frytkami, cola i Mckanapka. Po odwiedzinach wuja McDonalda wraccamy do domu, Dziadek jedzie dzielnie mnie meczy sen, po drodze jeszcze tankowanie w luxemburgu, zakup kawy i... w droge. ok 2.00 przystanek juz na niemieckiej ziemi na caffe latte i cappucino. Jestesmy u mnie o 3.00. Proponuje dziadkowi nocleg, ale uparty jest i chce dalej jechac.
Ojezdza ja wpadam przed komputer na chwile dwa slowa i do lozka, zasluzony wypoczynek bo rano trzeba wstac....
Ps. zdjecia tym razem tylko z komorki. Dziadkowe z aparatu beda pozniej.
Mark jak widac oprocz repertuaru zmienil koszule
Border, Why aye... niespodzianka, bedzie inaczej bardziej rockowo, wiadomo ludzie stoja i chca sie ruszac bardziej niz sluchac, What... Seilling...na wyciszenie I Clenning my gun ... wszyscy lapia za gitary Jasio McKluska rowniez, czad lepiej niz na plycie cd, moc energia rozpiera muzykow i udziela sie nam sluchaczom, sala wrze
Hill FBlus znowu moc i energia zwlaszcza ze z bliska widac jak chlopcy to graja, udzielaja sie nam emocje, Romeo...znowu owacje, Mark zartuje znowu ze lekarz mu zabronil (chodzic na disco, biegac, ale moze jezdzic na rowerze co czyni chetnie) Sultani...sala szaleje. nastepuje krotka prezentacja zespolu Marbletown znowu zagrane pieknie z improwizacja roznych instrumentow, trwa to dobrych kilkanascie minut, wyjemy z zachwytu , mark jak to zauwazyl dziadek podpuszcza swoich kompanow, czy jeszcze to zagraja co on, i dialog sie udaje, Mark na gitarze Jasio na skrzpeczkach, Mcgoldrick na flecie poezja. Znowu aplauz. potem niespodzianak jak dla mnie , Donegan zagrany swietnie, z pieknym wstepem i rozbudowanym zakonczenie, Mark szczesliwy, nie kontrolowal w tej radosci (ale o tym nie bede pisal) Speedway... odjechalismy mysle dalej niz do Nazaretu, Telegraph....piekny, Koniec , swiatla... muzycy na scenie dostaja piwo, toast w strone widowni, mark swoje tylko probuje ale nie pije
stawia na stoliczku. Brothers .... So far...Owacje (na stojaco) gasna swiatla oeeeoeee slychac z sali i brava, jest nadzieja na Piper widzimy biala gitare marka w przygotowaniu, zespol wchodzi, rozpoczyna sie kilka bajecznych minut Piper brzmi, znow Mark oszczednie ale ...jak gitara placze. Mowie do Dziadka, gitara jest czescia ciala Marka, jest z nia zrosniety i to widac na jego twarzy, kazde dotkniecie strun wywoluje poruszenie twarzy, grymas, ...nie wiem jak to opisac. Koniec , znowu bylo cudownie ja chce na koncert.Po koncercie musimy czekac ok 1 h na wyjazd z parkingu, ogladamy zdjecia i sluchamy Marka (przezyj to jeszcze raz) W drodze na koncert i z powrotem rozmawiamy o muzyce marka. Chce dziadkowi podziekowac za wspolny wypad, swietne towarzystwo i za to moglem sie przejechac jego Porsche Carrera (marzenie)
Ok 24.00 jeszcze na terenie Luxemburga zaczyna dokuczac na glod, odwiedzamy krewnego Johna McKuskera i Michaela Mcgoldricka czyli wuja McDonalda. Wuj McDonald jest bardzo goscinny mimo poznej pory, czestuje nas frytkami, cola i Mckanapka. Po odwiedzinach wuja McDonalda wraccamy do domu, Dziadek jedzie dzielnie mnie meczy sen, po drodze jeszcze tankowanie w luxemburgu, zakup kawy i... w droge. ok 2.00 przystanek juz na niemieckiej ziemi na caffe latte i cappucino. Jestesmy u mnie o 3.00. Proponuje dziadkowi nocleg, ale uparty jest i chce dalej jechac.
Ojezdza ja wpadam przed komputer na chwile dwa slowa i do lozka, zasluzony wypoczynek bo rano trzeba wstac....
Ps. zdjecia tym razem tylko z komorki. Dziadkowe z aparatu beda pozniej.
Mark jak widac oprocz repertuaru zmienil koszule

