Mark and Company zaczynaja pare minut po 20. Brzmi wstystko swietnie, ale mam wrazenie ze Markowa gitara troche za cicho. Ale z minuty na minute wszystko sie poprawia. jestem ciekawy co dzis zagraja. Mark po 4 piosence rozpoczyna krotki dialog z widownia, "Lekarz zabronil mu biegac, stac, moze jedynie jezdzic na rowerze
i moze siedziec
"Kiedy slysze Coyote mysle ze bedzie set jak w londynie. Swietnie zagrany Coyote, Praire ...Ludzie sie ozywiaja przy Romeo... Sultani lud z krzeselek do gory, aplaussss, Mark zadowolony, Bonaparte, Marbletown - mam wrazenie ze znowu inaczej zagrane, zwlaszcze przez Jasia McKluske
Ludzie znowu siedzenia do gory i aplaussss. po tym niespodziewanie dla mnie Get Lucky (myslalem ze wypadnie z listy) Speedway z moca, Telegraph... ludzie nie wytrzymuja, nie czekaja na koniec, ja tez siedze jak na szpilkach - kto moze i sprytny pod scene
Jestem od Marka 2 m, stoja prosto przed nim, koniec owacje, chlopaki dostaja niemieckie piwo
przypuszczam , kilka minut aplauzuuu, Brothers in arms, lud spiewa, So far away...
pozegnanie, muzycy wyszli, mysle sobie bedzie jak w Antwerpii juz nie wroca, ale niemcy (wiadomo uparci i zawsze zdyscyplinowani do ostatnij minuty) no i oczywiscie ja z nimi skandujemy (Zugabe- czytaj BIs) po kilku dobrych minutach muzycy z recznikami bialymi (skad my to znamy) wracaja i zaczyna sie piekny klimatyczny Piper...
Mark jest jak wino mowie do kolegi z ktorym wracam do domu - czym starsiejszy tym lepsiejszy
. A muzycy Marka: razem i kazdy z osobno, wlasnie "markowi".
On podziela moje zdanie. W drodze powrotnej sluchamy radio hr1, ktore bylo opiekunem medialnym koncertu Marka we Frankfurcie. Na przemian z muzyka , leca relacje ludzi z koncertu, ktorzy jak my wracaja do domu. Wszyscy sa pod wrazeniem.
Jesli chodzi o publike "niemiecka" zaskoczyla mnie bardzo pozytywnie mniej wurstow i bieru (choc gdzie niegdzie ktos sie wychylil) spontanicznosc i rdosc, ktorej dawno na koncercie tu nie widzialem. Wiekowo od kilkunastu lat pod wiek emerytalny
Ponad 7000 luda. Bylo bombowo. Juz sie ciesze na Luxemburg
i moze siedziec
"Kiedy slysze Coyote mysle ze bedzie set jak w londynie. Swietnie zagrany Coyote, Praire ...Ludzie sie ozywiaja przy Romeo... Sultani lud z krzeselek do gory, aplaussss, Mark zadowolony, Bonaparte, Marbletown - mam wrazenie ze znowu inaczej zagrane, zwlaszcze przez Jasia McKluske
Ludzie znowu siedzenia do gory i aplaussss. po tym niespodziewanie dla mnie Get Lucky (myslalem ze wypadnie z listy) Speedway z moca, Telegraph... ludzie nie wytrzymuja, nie czekaja na koniec, ja tez siedze jak na szpilkach - kto moze i sprytny pod scene
Jestem od Marka 2 m, stoja prosto przed nim, koniec owacje, chlopaki dostaja niemieckie piwo
przypuszczam , kilka minut aplauzuuu, Brothers in arms, lud spiewa, So far away...pozegnanie, muzycy wyszli, mysle sobie bedzie jak w Antwerpii juz nie wroca, ale niemcy (wiadomo uparci i zawsze zdyscyplinowani do ostatnij minuty) no i oczywiscie ja z nimi skandujemy (Zugabe- czytaj BIs) po kilku dobrych minutach muzycy z recznikami bialymi (skad my to znamy) wracaja i zaczyna sie piekny klimatyczny Piper...
Mark jest jak wino mowie do kolegi z ktorym wracam do domu - czym starsiejszy tym lepsiejszy
. A muzycy Marka: razem i kazdy z osobno, wlasnie "markowi".On podziela moje zdanie. W drodze powrotnej sluchamy radio hr1, ktore bylo opiekunem medialnym koncertu Marka we Frankfurcie. Na przemian z muzyka , leca relacje ludzi z koncertu, ktorzy jak my wracaja do domu. Wszyscy sa pod wrazeniem.
Jesli chodzi o publike "niemiecka" zaskoczyla mnie bardzo pozytywnie mniej wurstow i bieru (choc gdzie niegdzie ktos sie wychylil) spontanicznosc i rdosc, ktorej dawno na koncercie tu nie widzialem. Wiekowo od kilkunastu lat pod wiek emerytalny
Ponad 7000 luda. Bylo bombowo. Juz sie ciesze na Luxemburg

