15.07.2009, 08:24
Też przechodzę ostatnio nawrót choroby pod nazwą "a shot at glory"... wyjątkowo silny wirus, nie pozwalający na uwolnienie od tej muzy, nawet kiedy nie sączy się z głośników, to gdzieś w podświadomości ją słychać. Przy czym, być może ze względu na letnią porę, wolę nieco szybsze hard cases czy four in a row (strach przy tym do auta wsiadać bo noga sama gaz do dechy przyciska). Ale ogólnie płyta ma świetny szkocki klimat, bardzo ją lubię, zwłaszcza końcowe it's over i wild mountain thyme.
always look on the bright side of life

