03.05.2008, 20:01
Witam
Wczoraj pisałem w nocy, ale nie miałem energii na dłuższe wywody 
Także do rzeczy. Był to drugi koncert Marka, na którym byłem, poprzednio prawie równo 3 lata temu, 7 maja, również na Torwarze. Wtedy mielimy z rodzicami miejsca siedzšce, a teraz płyta..i opłaciło się! Co prawda może zacznę od mojej małej przygody..:/ 10 min przed 20.00 wyszlimy z kolegš na zewnštrz, chciał jeszcze zapalić papierosa na balkonie. Oczywicie mylałem, że koncert zacznie się o godz. 20:30, tak jak było ustalone. Stalimy na balkonie, kiedy nagle dzwoni do mnie tato, który z mamš był na płycie. Nie wiedziałem o co mu chodzi, bo nic nie słyszałem. Powiedziałem do Maćka : "hej, chod już" i z ironiš "moze juz zaczęli grać". Otwieram drzwi, i co słyszę? Cannibals!!!!
Rzuciłem się pędem po schodach na dół, wleciałem jak torpeda na płyte, poszukałem rodziców, i potem z Maćkiem udało nam się przejć dosyć blisko sceny, po prawej stronie, dosyć blisko prawego rusztowania. Przez parę sekund byłem mocno wkurzony, ale gdy chwilę potem rozpłynšłem się w Why Aye Man, wszystko wróciło do normy
. Zaczšł się kolejny piękny wieczór w moim życiu! Wszystkie utwory były wykonane wzorcowo. Co do nagłonienia. Może nie było perefekcyjne, ale Ci, którzy byli na koncercie w 2005, mogš się ze mnš zgodzić, że było duużo lepiej. Chociaż biorę również pod uwagę to, że stalimy na płycie.
Malutko kawałków z najnowszej płyty, ale te które były, idealnie wpasowały się w klimat. The Fish And The Bird urzekło mnie fletowym intrem.
Ale przejdę do Sultans of Swing. To była jedna z lepszych wersji, które słyszałem. Zespół zagrał z takš werwš, energiš, jakiej dawno nie słyszałem! Brawo! Kocham rytm tej piosenki, cudowne przejcia na perkusji. I solówki Marka! Idealne. Może gdyby nie spieszyli się (podobno chcieli wczeniej wyjechać)...to niektóre utwory zabrzmiały by dłużej? (żartuję
). Szkoda, że nie było tego zwolnienia, wyciszenia między solowkami, tak jak podczas Alchemy, tutaj Mark połšczył solo w jednš zgrabnš całoć...wiecie co? Ciary..miałem ogromne ciary
Dzisiaj wracajšc do domu słuchalimy w aucie Alchemy, i znowu miałem ciary
Żadna inna piosenka nie powoduje u mnie tego aż w takim stopniu !
Telegraph Road cudowne, kolejna cecha DS i MK, którš uwielbiam, czyli stopniowanie nastroju. Energiczne momenty na zmianę z bardziej stonowanymi, przejcia...tak się włanie tworzy atmosferę, której wszyscy inni artyci mogš MK pozazdrocić.
Brothers in Arms pięknie, i bardzo podobało mi się So Far Away
. Co ja mówię, przecież każdy pojedynczy dwięk koncertu przyprawiał mnie o dreszcze! Och, mógłbym jeszcze dużo na ten temat pisać.
Jedyny minus koncertu - brak wentylacji..było okropnie duszno. Ale to małe piwo!
Zrobiłem trochę zdjęć i filmików, ale te drugie sš kiepskiej jakoci...ale i tak może się nimi podzielę.
Wczoraj pisałem w nocy, ale nie miałem energii na dłuższe wywody 
Także do rzeczy. Był to drugi koncert Marka, na którym byłem, poprzednio prawie równo 3 lata temu, 7 maja, również na Torwarze. Wtedy mielimy z rodzicami miejsca siedzšce, a teraz płyta..i opłaciło się! Co prawda może zacznę od mojej małej przygody..:/ 10 min przed 20.00 wyszlimy z kolegš na zewnštrz, chciał jeszcze zapalić papierosa na balkonie. Oczywicie mylałem, że koncert zacznie się o godz. 20:30, tak jak było ustalone. Stalimy na balkonie, kiedy nagle dzwoni do mnie tato, który z mamš był na płycie. Nie wiedziałem o co mu chodzi, bo nic nie słyszałem. Powiedziałem do Maćka : "hej, chod już" i z ironiš "moze juz zaczęli grać". Otwieram drzwi, i co słyszę? Cannibals!!!!

Rzuciłem się pędem po schodach na dół, wleciałem jak torpeda na płyte, poszukałem rodziców, i potem z Maćkiem udało nam się przejć dosyć blisko sceny, po prawej stronie, dosyć blisko prawego rusztowania. Przez parę sekund byłem mocno wkurzony, ale gdy chwilę potem rozpłynšłem się w Why Aye Man, wszystko wróciło do normy
. Zaczšł się kolejny piękny wieczór w moim życiu! Wszystkie utwory były wykonane wzorcowo. Co do nagłonienia. Może nie było perefekcyjne, ale Ci, którzy byli na koncercie w 2005, mogš się ze mnš zgodzić, że było duużo lepiej. Chociaż biorę również pod uwagę to, że stalimy na płycie. Malutko kawałków z najnowszej płyty, ale te które były, idealnie wpasowały się w klimat. The Fish And The Bird urzekło mnie fletowym intrem.
Ale przejdę do Sultans of Swing. To była jedna z lepszych wersji, które słyszałem. Zespół zagrał z takš werwš, energiš, jakiej dawno nie słyszałem! Brawo! Kocham rytm tej piosenki, cudowne przejcia na perkusji. I solówki Marka! Idealne. Może gdyby nie spieszyli się (podobno chcieli wczeniej wyjechać)...to niektóre utwory zabrzmiały by dłużej? (żartuję
). Szkoda, że nie było tego zwolnienia, wyciszenia między solowkami, tak jak podczas Alchemy, tutaj Mark połšczył solo w jednš zgrabnš całoć...wiecie co? Ciary..miałem ogromne ciary
Dzisiaj wracajšc do domu słuchalimy w aucie Alchemy, i znowu miałem ciary
Żadna inna piosenka nie powoduje u mnie tego aż w takim stopniu ! Telegraph Road cudowne, kolejna cecha DS i MK, którš uwielbiam, czyli stopniowanie nastroju. Energiczne momenty na zmianę z bardziej stonowanymi, przejcia...tak się włanie tworzy atmosferę, której wszyscy inni artyci mogš MK pozazdrocić.
Brothers in Arms pięknie, i bardzo podobało mi się So Far Away
. Co ja mówię, przecież każdy pojedynczy dwięk koncertu przyprawiał mnie o dreszcze! Och, mógłbym jeszcze dużo na ten temat pisać.Jedyny minus koncertu - brak wentylacji..było okropnie duszno. Ale to małe piwo!
Zrobiłem trochę zdjęć i filmików, ale te drugie sš kiepskiej jakoci...ale i tak może się nimi podzielę.
"It's the end of a perfect day for all the surfer boys and girls..."

