03.05.2008, 16:40
Witam forumowiczów,
To mój pierwszy post, więc grzecznie się witam
W dniu wczorajszym koncert zaliczony po raz pierwszy, lecz z pewnociš nie ostatni. Kiedy słuchasz kawałków z CD, jest super, zamykasz oczy i wyobrażasz sobie instrumenty, muzyków, scenę i rozmieszczenie partii. Możesz wyobrazić sobie Marka odpływajšcego w gšszczu strun, perkusistę który napedza rytm, miga po blachach niczym drobny owad a za chwilę galopuje jak stado koni gwałtownie podnoszšc cinienie, następnie bas bam bam bambam bam, wypełnia luki wietnie kładšc swojš opowieć w harmonii dwięków. Gitary wypełniajš po brzegi scenę, dostarczajšc energii i witalnoci, rozkoszujšc nasze uszy jakze przepięknymi akordami i rifami - do tego tło czyli klawisze oraz skrzypce i flet. Całoć utworzyła spektakl - zer monotonii, mnóstwo adrenaliny. Na poczštku CANNIBALS - i już wszystko w temacie - zaczęło się, caly ORGANIZM jak kto wczeniej ich okrelił, ożył i to w pełnym formacie. Oni za kazdym razem grajš to samo a jednak co nowego. Oglšdalem sporo koncertów i mam wprawne ucho co pozwoliło cieszyć się starymi nowymi przebojami. Nie pamiętam nawet kolejnoci utworów bo euforia wszystko przesłoniła i zrobił się z tego jeden cišg wrażeń, uniosłoci i lekkich zachamowań ab ochłonšć od nadmiaru pozytywnych doznań. Bardzo podobał mi sie SPEEDWAY AT NAZARETH oraz POSTCARD FROM PARAGUAY. Przy tym pierwszym organizm wcišga Cię swymi mackami i stajesz się częciš tysięcy dusz ktore chłonš atmosferę tego wydarzenia - napięcie w tym utworze to potęga muzycznego smaku i dystansu pomiędzy poprzednim a kolejnym taktem - nigdy nie wiesz czy to już szczyt czy dopiero podnóże góry emocji jakie odczuwało się w tych chwilach - sceneria dopięła resztę a gra wiateł wprawiała w euforyczny trans - ahhh, mniam. W tej chwili utówr ten brzmi z głoników, a w umyle widnieje widowisko LIVE, dlatego tak się rozpisałem. Gdy wielka gitara opadała w dów, mylałem że pęknę z wrażenia. Gdyby kto dzi powiedział - choć, pakujemy się i jedziemy na koncert, nie wiele bym się zastanawiał - pozostajš tylko łańcuchy pracy - a nie sš one cienkie
Czekam z niecierpliwociš chociaż na dobrš cieżkę dwiękowš - wizję będę miał długo w swojej "pamięci podręcznej".
Miło było Was poznać - nie wiem kto był kim, lecz pozdrawiam wszystkich.
To mój pierwszy post, więc grzecznie się witam

W dniu wczorajszym koncert zaliczony po raz pierwszy, lecz z pewnociš nie ostatni. Kiedy słuchasz kawałków z CD, jest super, zamykasz oczy i wyobrażasz sobie instrumenty, muzyków, scenę i rozmieszczenie partii. Możesz wyobrazić sobie Marka odpływajšcego w gšszczu strun, perkusistę który napedza rytm, miga po blachach niczym drobny owad a za chwilę galopuje jak stado koni gwałtownie podnoszšc cinienie, następnie bas bam bam bambam bam, wypełnia luki wietnie kładšc swojš opowieć w harmonii dwięków. Gitary wypełniajš po brzegi scenę, dostarczajšc energii i witalnoci, rozkoszujšc nasze uszy jakze przepięknymi akordami i rifami - do tego tło czyli klawisze oraz skrzypce i flet. Całoć utworzyła spektakl - zer monotonii, mnóstwo adrenaliny. Na poczštku CANNIBALS - i już wszystko w temacie - zaczęło się, caly ORGANIZM jak kto wczeniej ich okrelił, ożył i to w pełnym formacie. Oni za kazdym razem grajš to samo a jednak co nowego. Oglšdalem sporo koncertów i mam wprawne ucho co pozwoliło cieszyć się starymi nowymi przebojami. Nie pamiętam nawet kolejnoci utworów bo euforia wszystko przesłoniła i zrobił się z tego jeden cišg wrażeń, uniosłoci i lekkich zachamowań ab ochłonšć od nadmiaru pozytywnych doznań. Bardzo podobał mi sie SPEEDWAY AT NAZARETH oraz POSTCARD FROM PARAGUAY. Przy tym pierwszym organizm wcišga Cię swymi mackami i stajesz się częciš tysięcy dusz ktore chłonš atmosferę tego wydarzenia - napięcie w tym utworze to potęga muzycznego smaku i dystansu pomiędzy poprzednim a kolejnym taktem - nigdy nie wiesz czy to już szczyt czy dopiero podnóże góry emocji jakie odczuwało się w tych chwilach - sceneria dopięła resztę a gra wiateł wprawiała w euforyczny trans - ahhh, mniam. W tej chwili utówr ten brzmi z głoników, a w umyle widnieje widowisko LIVE, dlatego tak się rozpisałem. Gdy wielka gitara opadała w dów, mylałem że pęknę z wrażenia. Gdyby kto dzi powiedział - choć, pakujemy się i jedziemy na koncert, nie wiele bym się zastanawiał - pozostajš tylko łańcuchy pracy - a nie sš one cienkie

Czekam z niecierpliwociš chociaż na dobrš cieżkę dwiękowš - wizję będę miał długo w swojej "pamięci podręcznej".
Miło było Was poznać - nie wiem kto był kim, lecz pozdrawiam wszystkich.

